Wpisy z blogów

 
25 kwietnia 2012

rymowanka 2

Ja jestem Wiesiek, król parkietu
Nie obce mi są techniki piruetu
Gdy ręką machnę i nogą ruszę
dziewczyny chcą mnie całować w onucę
Ja piję browar najdroższy w barze
A gdy się wstawię, to dziary wam pokażę
kobiety lubią ze mną balety
Bo moje ciało dostarcza podniety

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: jasiek712      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
13 kwietnia 2012

Leonardo da Vinci Lilia

Lilia osiadła na brzegu Ticinu, a prąd rzeki porwał brzeg razem z lilią.

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: Agrafka      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
18 listopada 2011

PRACA OBECNA PRZYSZLA I PRZESZLA

Do Tesco poszłam sobie dorobić
Co niektórzy chcą Ci to uniemożliwić
Studentem jesteś, więc charuj na nich
Nierobów, co stałą pensje mają
I na każdym kroku Ciebie wykorzystują
Towar sama sobie przywieź
Takie same pieniądze bierzesz
Co niestety nie jest szczere
Musisz więc też trochę myśleć
Mandarynki tylko trzy znalazłaś
Pół kartonu przynajmniej powinnaś
Zgniłych jest więcej, a Ty się obijasz
Całe stoisko przeszłaś, zgniłki pozbierałaś
Ale i tak mało się wykazałaś
Bo pracownik stały zgniłe jabłko znalazł

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: lilabeska      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
4 sierpnia 2011

Odzyskiwanie kontroli nad materią

    Jutro jadę na kolejny krótki spływ kajakowy. To będzie pierwszy raz w tym stuleciu, gdy popłynę rzeczką, którą już płynąłem. Mianowicie płynąłem już Czarną Hańczą w 2005. Z Włodkiem płynąłem we dwójkę. Było fajnie, choć byłem wtedy jeszcze mocno zakręcony w schizofrenii i nie miałem o tej chorobie tak naprawdę zielonego pojęcia. Teraz już więcej wiem o mojej schizofrenii, a nawet śmiem powiedzieć, że w ogóle o schizofrenii, która dotyka wszystkich tych biedaków na świecie.
    Więc dziś powoli staję na nogi i zaczynam zdobywać panowanie nad swym życiem. Tak, panowanie nad materią – oto podstawowe zadanie dla człowieka jako gatunku. Zauważcie, że tylko panowanie nad materią daje człowiekowi spokój, ukojenie i poczucie bezpieczeństwa.
    Poczucie sensu życia to jest to, co nie daje mi spokoju od dawna.  Już wiem, że ludzkość jest potwornie zawirusowana, jeśli chodzi o umysł, i mimo to, że ja już wiem, jak osobiście się odwirusować, i rzeczywiście to czynię, powoli, acz z powodzeniem i zadowalającymi rezultatami i efektem, to ciągle brakuje mi motywacji do aktywnego życia. Gdyż bez przerwy dręczy mnie pytanie przed zaczęciem czegokolwiek, po co ja właściwie mam to robić.
    Ale o tym potem, jeszcze do tego wrócę.
    Tymczasem jadę na spływ Czarną Hańczą. Ruszamy z Baltazarem pociągiem w piątek rano o 8.30 z Gdańska do Ełku, stamtąd do Suwałk autokarem, następnie autobusem podmiejskim do Starego Folwarku, który leży nad jeziorem Wigry. Tam spotkamy się z Włodkiem, jego żoną Emilką, jego 12-letnim synem Michałem, i z Romanem – naszym kolegą z matematycznych studiów w Warszawie. Oni przyjadą do Starego Folwarku samochodem z Warszawy, i spędzimy noc na kempingu, by rano w sobotę ruszyć w nasz trzydniowy spływ kajakowy.
    Jestem już spakowany od wczoraj, bo mieliśmy już dziś wyjechać, ale Romanowi coś wypadło, i opóźnił wyjazd o jeden dzień. On podobno ma dużo kasy (podobno handluje starociami), i żona mu kazała wyłożyć podwórko przed domem jakimiś ozdobnymi kamieniami. Musi chłopak jeszcze dzisiaj doglądać roboty, i dopiero jutro żona go puści. Ta jego żona jest dentystką, i chyba trzyma Romana dosyć krótko. Biedny chłopak. Tak to jest, jak się człowiek zwiąże z dominującą kobietą. Ja się kiedyś związałem z kolei z całkowicie podległą kobietą, to znaczy ja byłem dominujący. Strasznie się na niej wyżywałem. Ona była moją pierwszą dziewczyną, ale ja nie byłem jej pierwszym chłopakiem. Nie mogłem jej tego darować. Przez to nijak nie mogłem jej pokochać. Cały czas czułem na jej ciele tego jej pierwszego gościa. Brrr, to było straszne. Do dziś czasem mi się śni, co wtedy przeżywałem. Więc nie mogłem jej pokochać, ale też nie mogłem od niej odejść, bo… się bałem zostać sam. Więc byliśmy tak razem 8 lat. Aż wreszcie się wkurzyła, że się z nią nie ożeniłem, i mnie zostawiła. Odeszła do… tego jej pierwszego faceta. Potem on do mnie dzwonił pijany w pewnej sprawie, ale tak naprawdę to czułem, że chciał usłyszeć mój głos jako pokonanego, bo chyba bardzo przeżył, gdy ja mu ją odbiłem wcześniej. I on mi tego nie mógł wtedy przed laty wybaczyć. A głupi nie wiedział, że to do niej powinien mieć pretensje, że go wtedy zostawiła, bo mnie też zrobiła w konia, bo ja o nim nic nie wiedziałem, jak ją podrywałem. Ukrywała przede mną wtedy, że z kimś właśnie jest. I zachowywała się tak, jakby nie miała wcześniej żadnych doświadczeń męsko-damskich. I tego też później nigdy nie potrafiłem zaakceptować – że zawsze kręciła i bała się mówić prawdę. To bardzo niedobra cecha. Ludzie, którzy kluczą, nie wiedzą, że tak naprawdę sobie najbardziej szkodzą. Ale to temat na inną rozmowę.
    Chcę być naukowcem z prawdziwego zdarzenia. Uważam, że podstawowym celem gatunku ludzkiego jest zdobywać i porządkować wiedzę o otaczającej go przyrodzie. Mamy to w genach. Tylko wirusy w naszych głowach to zaburzają, i dlatego jesteśmy chciwi na forsę, zawistni, zazdrośni, skorzy do wojen i utarczek. Nie współdziałamy w dochodzeniu do prawdy, zachłannie strzegąc prywatnych skarbów przed wzrokiem innych ludzi. Paskudni jesteśmy, czas zadać sobie z tego w pełni sprawę.
    Chcę się zainteresować kilkoma różnymi dziedzinami. Między innymi komputerami kwantowymi, biocybernetyką i sieciami neuronowymi. Moim marzeniem jest wykazać, że w sieciach neuronowych może rozwinąć się wirus, który ma zdolność do rozmnażania się i przetrwania. Bo nikt mi nie chce wierzyć (na razie), że modląc się wyhodowujemy w naszej głowie najzwyklejszego wirusa neuronowego, jak ja to nazywam.
    Ponieważ zaczyna mi się układać w głowie to i tamto, więc znów czuję chęć pisania bloga. Tyle tylko, że blog powinien mieć czytelników. Tutaj nie ma tej pewności. Dlatego chcę pisać tego samego bloga w dwóch miejscach. Muszę znaleźć taką drugą stronę internetową, na której będzie widać, że ktoś czyta nasze wypociny. No ale o tym pomyślę po spływie.

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: Kalafior      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
21 czerwca 2011

Przeznaczenie

   cd. "Mojego dziennika niecodziennego"

 
20 VI 2011
 
 
Przeznaczenie
 
W gęstej się przechadzam mgle
bełkotając ble ble ble.
Na pustyni pełnej ludzi
Może coś się we mnie wzbudzi.
 
W gąszczu ich pijanych twarzy

Czekam  aż się coś wydarzy.
 
Śmieje się szyderczo dama pik
Gdy popijam piwa łyk.
A trzykrotnie zaimpasowany król
jeszcze może sprawić ból..
Biały hetman z czarnym skoczkiem
łypie  na mnie piwnym oczkiem..
 
A wynikiem całej gry
tak  jak zawsze będziesz Ty.
 
 
 
 
 
 

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: Filibert      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
1 lutego 2011

No więc jestem.

       Nigdy nie przypuszczałam ,że będę chora psychicznie.Do niedawna jeszcze zaprzeczałam swojej chorobie.Na drugim roku studiów poznałam fajnego człowieka,starszego,który mi przypomniał jak to miło było grać na fortepianie.Zatęskniłam za muzyką.Te pierwsze neurozy popchały mnie do pracy,bardzo zaangażowałam się w naukę,teatr od zawsze mnie fascynował.
       Moi znajomi spędzali dużo czasu na rozrywkach, mi to przestało się podobać.Robiliśmy razem kółko teatralne z którego zrezygnowałam i  tak popsuły się nasze relacje.Nie wyparzone języki moich jak sądziłam koleżanek dolały oliwy do ognia i rozpowiedziały wokół,że powinnam się leczyć.Rozczarowałam się tymi ludźmi.
      Po trzecim roku zaczęłam naprawdę czuć się zmęczona,potrzebowałam odpoczynku,wzięłam dziekankę, a podczas niej...pokłóciłam się z rodzicami raz,drugi ,trzeci.Pomiędzy tym miałam kłopoty finansowe,z wynajęciem mieszkania...załamałam się i poprosiłam przyjaciela,żeby zawiózł mnie do szpitala.Wiedziałam,że jest coś nie tak.Ze szpitala wyszłam jak z procy.Po jeszcze kilku konfliktach rodzice razem z psychiatrą sami zaproponowali mi szpital.Nie byłam krytyczna wobec swojej choroby,diagnozowano psychozę.Myślę,że powoli przychodzi taki czas,że na wspomnienie o tamtym miejscu mogłabym zacząć płakać,do tej pory nie pozwoliłabym sobie na to.Wyszłam ze szpitala,chwilę popracowałam i wróciłam na studia.
       Zdołałam zrobić dyplomy.Odstawiłam leki,nie wróciłam do domu,tak było do czerwca 2010 roku.Jakiś głos którego kojarzyłam z dobrym kazał mi to zrobić,ale nie zginęłam.Nawróciłam się.Wróciła mi wola życia,doceniam jego znaczenie.W czerwcu wróciłam do domu,wróciłam też do leczenia.Po nim wszystkie objawy choroby ustąpiły,dopiero teraz odpoczywam.Tak jestem chora psychicznie.

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: anonim     POKAŻ KOMENTARZE [ 2 ]

2011-02-01 20:35:56
Użytkownik: Agrafka
To by? powinno w moim blogu,pewnie mnie roz???czy??o z internetem st?d b???d.Agrafka.
2011-05-08 17:29:40
Użytkownik: Agrafka

 
 
31 stycznia 2011

Mój blożek

Dzisiaj mój dzień minął dość smutno,pokłóciłam się z ojcem,który też jest przewlekle chory i bez przerwy krzyczy na mnie.To jeszcze pogłębia moją schizofrenię i już nie wiem co dalej robić,na dodatek matka pije.Mieszkam z rodzicami mimo swoich 40 lat i muszę to wszystko znosić.Żadnych perspektyw na zmianę sytuacji.Nie ma pracy, jest tylko nędzna renta która nie pozwala na samodzielne życie.Jeszcze do tego ta psychoza i ciągłe złe samopoczucie.Znikąd ratunku.

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: Madzia057      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
8 stycznia 2011

bez tytułu

mój tato Władek odszedł od nas na zawsze 9.grudnia 2010 ...Patrzyłem jak odchodzi...tak cichutko i spokojnie siedział w fotelu milcząco, przy drzwiach balkonowych oświetlało go jasne przedpołudniowe słońce; miał 69 lat- będzie mi smutno bez niego...

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: paranoid      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
15 grudnia 2010

bez tytułu

20 I 2009 (wtorek)
 
W tych dniach pełnych obaw o przyszłość zajmowałem się sprawami odległymi... np korespondowałem z Tadziem na temat fizyki, jak zwykle sporo grałem w szachy i brydża. Zamierzam zamieścić tu fragment mojej korespondencji z Tadziem, aby przekazać  obraz tego co mnie zajmowało przez ostatnich parę miesięcy. Oto dwa przykładowe maile do Tadzia ode mnie jaki wysłałem mu w ostatnim czasie:
 

 
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 
Nieco filozoficznie
 
Hej Tadeusz
 
Kolejny rok. Święta spędziłem spokojnie, nawet nie upiłem się porządnie. Gdzieś pod skórą tkwiły wspomnienia i pamięć o osobach, z którymi wprawdzie nie byłem szczególnie blisko ale,  które odegrały rolę w moim życiu. Siedzę w tej chwili w Zabielu i myślę o naszych rozmowach przez Internet, do czego wspólnie doszliśmy i co z tego wynika. Piszę ten tekst na laptopie ,a w niedzielę zamierzam przesłać go mailem pod twój adres na Tlenie.
W ostatnich swoich mailach usiłowałem nakreślić coś jakby program działania dla siebie i ewentualnie (gdybyś chciał się dołączyć) dla Ciebie zajmowania się fizyką. Wydaje mi się bowiem ,że wobec rozległości tematu i niejakiej chaotyczności i przypadkowości naszych rozważań i dyskusji  przydałby się jakiś kierunek, jakiś leitmotiv w naszym wspólnym myśleniu o fizyce, czy o nauce w ogóle. Oczywiście nie wykluczam licznych dygresji, luźnych obserwacji ,pomysłów, spostrzeżeń i odstępstw od głównego toku myśli w miarę jak docierają do nas informacje , które wydają się być ciekawe bądź inspirujące. W moim przekonaniu jednak, w obecnych czasach istnieje większe niebezpieczeństwo ,że człowiek może się zagubić w skądinąd nawet ważnych czy inspirujących wiadomościach niż, że przeoczy czy nie dostrzeże jakiegoś ważnego szczegółu. Inaczej mówiąc wolę narazić się na miano ignoranta niż błąkać się bez drogowskazu po bezdrożach licznych odkryć, idei pomysłów, teorii i koncepcji. Tradycyjny probierz przydatności jakiegoś pomysłu czy weryfikacji teorii, a więc zgodność z doświadczeniem czy uniwersalność jego zastosowania zaczyna być kwestionowany i lekceważony na rzecz nieograniczonej "twórczości" z udziałem obliczeń numerycznych, które wycinkowo dają jakieś wyjaśnienia bądź przewidywania natomiast nie mają ambicji wypracowania spójnego światopoglądu na temat świata fizycznego.
Zadanie ,które postawiłem przed sobą (a także być może przed Tobą) jest z pewnością zbyt ambitne i prawdopodobnie dla nas nieosiągalne, ale jako pewien program rozwoju osobistego i jako doping dla dalszego zajmowania się fizyką, a także jako pewien kompas we świecie idei i koncepcji fizykalnych może być przydatne i może mięć pewne znaczenie tym bardziej ,że starałem się je możliwe jak najbardziej ukonkretnić i sprecyzować. Przypominam ,ze chodziło mi o próbę sformułowania zasady fizycznej równie fundamentalnej i uniwersalnej  jak zasada względności lub zasada nieoznaczoności. Ambicją moją było "pogodzenie" lub uogólnienie obu tych zasad będących podstawami dla fizyki współczesnej. Wydaje się, na obecnym etapie mojego doświadczenia, że zasada ta powinna dotyczyć pojęcia informacji lub przyczynowości ( z czym i Ty się chyba zgadzasz).Nie chodzi mi wcale o proste kopiowanie innych zasad np. zasady zachowania energii w odniesieniu do informacji , lecz raczej o wydobycie takich aspektów z pojęć "informacja" i "przyczynowość" o, których jeszcze być może nikt nie pomyślał. Wymagałoby to poszukiwań w literaturze i Internecie różnych koncepcji tych pojęć wśród przyrodników (i być może filozofów), ale przede wszystkim własnych oryginalnych przemyśleń, przykładów i prób ich zastosowania do jakichś układów fizycznych (również z zastosowaniem jakiejś matematyki dla wypracowania ilościowych przewidywań).
Na marginesie chciałem zauważyć ,że pojęcie "informacji" jest w naturalny sposób związane nie tyle z energią i jej zasadą zachowania , co z drugą zasadą termodynamiki i pojęciem wzrostu entropii przez wspólny dla nich mianownik, czyli "prawdopodobieństwo zaistnienia określonego stanu fizycznego". Mam nawet wrażenie, że zasadę wzrostu entropii można by równoważnie sformułować jako zasadę zmniejszania się informacji zawartej w jakimś układzie fizycznym. Od razu jednak muszę zaznaczyć ,ze wcale nie o to mi chodzi. Chodzi mi ,aby przez wnikliwe studiowanie (przy pomocy dostępnych środków) pewnych aspektów pojęcia informacji ( nie wykluczając jej przedefiniowania)  tak ją uogólnić, aby było przy jej pomocy  możliwe sformułowanie zasady z, której wynikałaby zarówno zasada nieoznaczoności, jak i zasada względności ( to na razie bardzo niejasny pomysł i raczej "program" czy postulat ,a nie gotowy projekt). Nie wykluczam , że dla takiej syntezy konieczne być może posłużenie się innymi pojęciami np. "przyczynowością".
Od razu muszę zaznaczyć, że ostatnie wydarzenia w moim życiu odciągnęły mnie (nie wiem na jak długo, być może na zawsze) od tego mojego projektu. Nie wiem czy będę dysponował w najbliższym czasie dostatecznym dostępem do Internetu, aby dostatecznie pogłębić moje rozumienie tych zagadnień. Doskwiera mi również brak odpowiedniej literatury oraz możliwości przedyskutowania w szerszym gronie pojęć "informacja" ,czy "przyczynowość" (po za Tobą nie znam nikogo, kto choćby trochę interesował się nimi na odpowiednim stopniu ogólności).
Obecnie sporo czasu przebywam na wsi w towarzystwie mojego "przyszywanego"  teścia., który jest oryginałem i nie wierzy w teorię Kopernika (podejrzewam ,że nie dopuszcza nawet możliwości ,ze Ziemia jest kulista).Marzena zamierza w najbliższym czasie przeprowadzić remont domu w Zabielu (dach, centralne ogrzewanie, łazienka, kanalizacja i ocieplenie oraz być może zrobienie dwóch dodatkowych pokoików na poddaszu),  tak abyśmy mogli wraz z najmłodszym synem za parę lat przeprowadzić się tutaj oddając mieszkanie w Radzyniu ,któremuś ze starszych synów. Ja specjalnie nie protestuję przeciwko tym planom uznając je za racjonalne. Stawiam jedynie warunek, że należy postarać się o zainstalowanie jakiegoś Internetu i ewentualnie jakiegoś mechanicznego środka lokomocji np. skutera, aby być bliżej miasta.
 
________________________________________________________
 
 
Szachy
 
      Hej Tadeusz
   

         Poczułem się poniekąd zniewolony do napisania Ci odpowiedzi na Twoją "odpowiedź" głównie dlatego, że nie mam nic lepszego do roboty. Moje konkretne pomysły dotyczące pojęcia "informacji", które mogłyby być przydatne do sformułowania "super-zasady" są jeszcze w powijakach i muszę nad nimi jeszcze popracować i to i owo gruntownie przemyśleć. Moje myśli ukierunkowują się na jak najbardziej ogólne, ale matematyczne opisywanie sytuacji, którą roboczo nazywam "Grą".
         Spróbuję na przykładzie szachów pokazać Ci o co mi mniej więcej chodzi. Człowiek (ale także komputer) grający w szachy staje co chwila (jeśli wypada na niego kolejne posunięcie) przed koniecznością wyboru określonego ruchu zgodnego z regułami gry. Człowiek podobnie jak maszyna może np. w sposób losowy ze zbioru wszystkich możliwych posunięć wybrać jedno (napisałem nawet kiedyś taki program komputerowy w Delphi). Oczywiście taka "gra" jest grą idioty i nawet nie zasługuje na to miano gdyż taki "gracz" zawsze przegra z przeciwnikiem, który choć trochę zachowuje się "racjonalnie" i odrzuca z jakichś powodów "złe" posunięcia.
        Łatwo sobie wyobrazić również Gracza (komputer ,albo Pana Boga), który zawsze gra idealnie,  tzn w danej sytuacji  wybiera ze zbioru posunięć ruch najlepszy (lub ściśle mówiąc jeden spośród ruchów najlepszych) .Posunięcia , które stoją przed graczem można bowiem podzielić na dwie zasadnicze grupy: jedna to "ruchy najlepsze", które nie zmieniają oceny sytuacji np. gdy pozycja jest oceniana (przez superkomputer lub Pana Boga czyli "super-gracza") jako remisowa lub wygrana dla białych, to po wykonaniu jednego z tych posunięć ocena sytuacji się nie zmieni. Druga grupa posunięć to posunięcia "błędne" po wykonaniu takiego posunięcia ocena pozycji zmienia się z wygranej na remisową, z remisowej na przegraną lub nawet z wygranej na przegraną.
         Jest oczywiście jeszcze trzecia grupa posunięć czyli "posunięcia bez znaczenia" gdy twoja sytuacja jest przegrana , a przeciwnikiem jest "super-gracz". Zwróć uwagę ,że taki podział na "ruchy najlepsze" i "ruchy błędne" jest bardzo ogólny i można go odnieść (jeśli ktoś np. nie lubi szachów) do każdej gry strategicznej , w której posunięcia wykonuje się na przemian np. do warcabów, czy do gry "w kółko i krzyżyk" ,czy do gry zwanej "ewolucją" , gdzie graczem są geny, a każde posunięcie to osobnik ukształtowany w oparciu o instrukcje zawarte w genach..
         Niezwykle istotne jest to ,ze wśród "reguł gry" znajdują  się takie, ze jedna ze stron grających uznaje daną sytuację za pożądaną i określa ja mianem wygranej ( np mat w szachach lub ustawienie trzech krzyżyków w rzędzie w grze w kółko i krzyżyk ,czy też możliwość dalszej replikacji w grze zwanej "ewolucją") Niezmiernie ważną jest również "ocena pozycji', która ze zbioru wszystkich możliwych ruchów pozwala wybrać te ,choćby subiektywnie  najlepsze ruchy. Wynik gry zależy właśnie najbardziej od obiektywności "oceny pozycji",  Według mojej terminologii obiektywnie oceniać pozycję potrafi jedynie postulowany przeze mnie "super-gracz".
          .Oczywiście w tych najbardziej ogólnych rozważaniach należy brać pod uwagę zjawisko "losowości'", gdzie wybór optymalnego posunięcia może zależeć od losowego rozkładu elementów pozycji , tak dzieje się np. w Brydżu lub w "ewolucji" gdzie zakładamy, że "super-gracz" nie ma całkowitej wiedzy o wszystkich elementach "pozycji' ,  jednak również w tym przypadku jest możliwe w zasadzie odróżnienie ruchów "racjonalnych"  czyli' "najlepszych", od ruchów  "błędnych".

         W świetle powyższej analizy chcę przejść do Fizyki, czy ogólniej Nauki, która. jawi mi się jako gra Człowieka z Naturą , w której zasady, cele gry nie są do końca określone ( tu jakby analogia do szachów zawodzi).Poszczególni ludzie w swym indywidualnym istnieniu prowadzą szereg "gier" o różnych regułach i celach jak np. gry ekonomiczne, gry polityczne. gra w, której wszyscy musimy brać udział , czyli gra w biologiczną ewolucję itd. Możemy sobie z resztą wymyślić praktycznie nieskończoną ilość gier o różnych zasadach i celach, które możemy prowadzić na poziomie indywidualnym. Najbardziej typowe to hedonizm , czy wygoda życiowa , których celem jest uzyskanie możliwego maksimum zadowolenia przy minimum cierpienia i kosztów psychicznych, ale możliwe są tez inne cele np. zapisanie się w historii, albo wyprodukowanie  "dzieł nieśmiertelnych"  np. w dziedzinie sztuki lub nauki, można tez wymienić jako jedno z najbardziej typowych "zbawienie duszy" czy inne cele religijne.
        Wróćmy jednak do Nauki jako jednej z podstawowych "gier" jaką prowadzi człowiek zarówno w aspekcie indywidualnym jak i gatunkowym. Muszę od razu zauważyć , że moja metafora szachów tu nieco się chwieje, gdyż nie znane nam są zarówno '"zasady tej gry' jak i "cele tej gry". Jedną z odpowiedzi na ten problem na jaką zdobyła sie współczesna nauka jest pojęcie ewolucji.  Byłaby to podstawowa "gra",  przegrana w której zakończyłaby wszystkie inne "gry" i cele jakie stawia sobie Człowiek.
       Istotnie przegrana dinozaurów  oznaczała równocześnie zakończenie wszystkich "gier" jednostkowych , wszystkich pojedynczych losów osobniczych i stanowiła koniec dla każdego osobnika z rodzaju dinozaurów. Oczywiście nie stanowiło to końca "gry w ewolucję" .Geny (w tym niektóre z genów dinozaurów) przetrwały i powielały sie nadal zgodnie z zasadami tej gry i zgodnie z celem, którym jest "egoistyczne samo-powielenie" tak obrazowo opisane np. przez Dawkinsa.
         Istnieje jednak zasadnicza różnica między dinozaurami a Człowiekiem. Człowiek w pewnym momencie uświadomił sobie istnienie ewolucji. poznał wiele z zasad i reguł tej gry oraz jej cel czyli "wygraną" w postaci przetrwania i powielania się w jak największej ilości i w jak najdłuższym okresie czasu genów. Nie wiadomo wcale ,czy ta świadomość jet atutem i daje jakąkolwiek przewagę w grze, może być bowiem tak, że posunięcia człowieka "są bez znaczenia" ,  gdyż  z punktu widzenia "Super-gracza" być może Człowiek jako gatunek i tak znalazł się w pozycji przegranej. Tym nie mniej wydaje się, ze jest istotną różnicą możliwość (choćby potencjalna) odrzucania ruchów "błędnych" wiodących ku niechybnej zagładzie, a wykonywanie jedynie "ruchów najlepszych" przynajmniej w miarę coraz lepszego i dokładniejszego poznawania "reguł gry".
     Inaczej mówiąc dinozaury były jedynie bezwolnymi pionkami przesuwanymi na szachownicy ewolucji, natomiast Człowiek gra jakby w "żywe szachy" pełniąc jednocześnie rolę bierek na szachownicy, ale mając również wpływ (poprzez swoich przedstawicieli) na przebieg samej gry i kolejne posunięcia...
        Po tych dość ogólnych uwagach zamierzam przejść do zaprezentowania Ci mojego konkretnego "pomysłu' ,którego celem jest pogodzenie zasad Mechaniki Kwantowej i Teorii Względności .Będę rozważał sytuację o wiele prostszą niż ta, która występuje w realnej nauce, ale będę się starał prowadzić rozważania na tak dużym stopniu ogólności, aby wnioski jakie wyciągnę mogły odnosić się również do nauki
       .Na początek chcę przedstawić Ci pewien ogromnie uproszczony model sytuacji jaka panuje w Fizyce.Za przykład posłużą mi szachy (ale może to być dowolnie inna gra strategiczna np. warcaby, lub GO).Otóż z jednej  strony moglibyśmy to co dzieje się na szachownicy, zakładając istnienie pewnych reguł dotyczących ruchów bierek, jako zapis pewnej historii , która się odbyła (lub musi się odbyć). Ten zapis byłby pewną funkcją współrzędnych przestrzennych poszczególnych bierek czyli (dla szachów) par liczb mieszczących się w zbiorze liczb naturalnych od 1 do 8 oraz czasu, dla szachów byłby to numer kolejnego posunięcia..
        Sytuacja byłaby więc analogiczna do sposobu opisu historii cząstek w Teorii Względności .Podstawowym narzędziem matematycznego opisu byłaby funkcja przestrzeni i czasu a cała "historia" byłaby ściśle zdeterminowana, tak jak zapis partii , która się odbyła lub która jest dla nas instrukcją jak przesuwać kolejno bierki na szachownicy.

       Z drugiej strony sytuację na szachownicy moglibyśmy opisywać, tak jak czyni to  Mechanika Kwantowa. Podstawowym narzędziem opisu byłaby już nie funkcja, ale operator działający. na funkcję falową zależną od współrzędnych przestrzeni i czasu. Położenie bierek nie byłoby już ściśle określone, a np czarny skoczek mógłby w trzecim ruchu znajdować się na polu F6 z prawdopodobieństwem 0.75 lub na polu G8 z prawdopodobieństwem 0.25.Istniałyby oczywiście nadal reguły gry, a wśród nich np. dodatkowa reguła (coś w rodzaju zakazu Pauliego),że w danym ruchu ,na danym polu nie może znajdować się więcej niż jedna figura.
.Nie istniałaby już jedna ściśle zdeterminowana "historia" czyli zapis przebiegu parti,ale istniałby szereg (bardzo dużo) zapisów alternatywnych partii możliwych do rozegrania,  z których (jakby w czasie rzeczywistym ) realizowałby się jeden konkretny ruch.
       W tym  miejscu należy zauważyć ,że zarówno w sytuacji pierwszej jak i drugiej nie ma miejsca na pojęcie prawdziwej  Gry. W pierwszym przypadku jest to właściwie ściśle zdeterminowana sekwencja posunięć, w drugim ruchy realizują się (materializują, lub aktualizują) zgodnie z regułami prawdopodobieństwa, a więc (jakby wbrew Einsteinowi) Bóg jednak "gra  w kości".
         Mój pomysł polega na tym, ażeby wbrew tym dwóm wykluczającym się nawzajem opisom partii szachowej,  uznać sytuację prawdziwej Gry za realną. Od strony matematycznej oznaczałoby  to poszukiwania matematycznego bytu,  który o ile wiem jeszcze nie istnieje i należałoby go wymyślić..
        Roboczo taki byt nazwałbym Operandem, który nie byłby ani funkcją ani operatorem , ale czymś pośrednim pomiędzy nimi. Operand taki miałby tę własność, że w  jednej granicy,  jakiegoś parametru (ale nie mogłaby to być ani prędkość światła ani stała Planca) przechodziłby w zwykłą funkcję, w innej przechodziłby w zwykły operator.
       Gdyby udało mi się w matematyczny sposób opisać sytuację gry w szachy,. przy pomocy takiego Operandu, to miałbym nadzieję na uogólnienie tego pojęcia i próbę budowy opisu fizycznego w oparciu o takie operandy. Ogólna zasada, której poszukuję miałaby matematyczny wyraz przez odwołanie się do tego nowego pojęcia podobnie jak wyrazem Zasady Względności są funkcje zachowujące się w określony sposób przy transformacjach przestrzeni i czasu, a wyrazem matematycznym Zasady Nieoznaczoności są niekomutujące ze sobą operatory pewnych wielkości fizycznych.
         Przyszło mi do głowy ,ze pojęcie "Gry' jest dużo bogatsze od tego zaprezentowanego na początku maila. Sytuacja , że naprzeciwko siebie siadają dwaj "przeciwnicy' ktorzy mają sprzeczne nawzajem cele  "pokonać rywala",  nie jest jedyną możliwą .Możemy np. umówić się , że naszym wspólnym celem jest powiedzmy rozegranie możliwie najdłuższej zgodnej z regułami gry partii, albo doprowadzenie do pewnej z góry upatrzonej pozycji w jak najmniejszej liczbie ruchów. W szachach istnieje właściwe nieograniczona ilość takich celów jakie możemy stawiać przed sobą i jest to chyba najbardziej charakterystyczna cecha każdej sytuacji jaką możemy określić mianem "Gry".
         Odbiegłem na chwilę od tematu jakim jest dla mnie niewątpliwie określenie jakie warunki powinien spełniać "operand" i co jest potrzebne dla jego zdefiniowania oraz stworzenia reguł matematycznych potrzebnych do efektywnego posługiwania się tym pojęciem. Na obecnym etapie moich rozważań postuluję aby operand zależał od dwóch niezależnych argumentów, z jednej strony od współrzędnych przestrzennych i czasowych (tak ,aby w granicy stać się funkcją) z drugiej strony od funkcji  falowej tak, aby w granicy (na przeciwnym biegunie) przechodzić w operator działający na tej funkcji falowej.
         Koniecznym jest zdefiniowanie parametru od, którego wartości zależałoby. czy dany operand opisuje sytuację zdeterminowaną ( a więc rodem  z teorii Względności) czy sytuację "rzutu kostką" (sytuacje opisywaną przez Mechanikę Kwantową) czy tez sytuację pośrednią, a więc sytuację "Gry".
            Kandydatem na taki parametr byłaby "złożoność układu" co sugerowałeś zastanawiając się nad problemem świadomości. Problem polega na tym ,że złożoność układu niezwykle trudno ująć matematycznie, wiemy np. że  niezwykle złożone układy ( z punktu widzenia wszystkich parametrów szczegółowych je opisujących) jak np. ciecze, czy gazy zachowują się najczęściej makroskopowo w sposób deterministyczny i nie bardzo wiadomo co przyjąć za kryterium "prawdziwej złożoności".
          .Lepszym kandydatem (matematycznie dobrze zdefiniowanym) wydaje się być  Informacja .W przypadkach ściśle zdeterminowanych (jak Teoria Względności)  Informacja przyjmuje wartość nieskończoność albo 0 ( dany stan zajdzie na pewno, albo nie zajdzie w ogóle) w sytuacji Mechaniki Kwantowej Informacja przybiera skończoną wartość (ściśle określoną będącą logarytmem przy podstawie dwóch z odwrotności prawdopodobieństwa zaistnienia danego stanu kwantowego)..
         Problemem staje się określenie ilości Informacji dla sytuacji "Gry".. Intuicyjnie rzecz biorąc sytuacja "Gry" powinna być jak najbardziej związana z pojęciem informacji .Zmuszeni jesteśmy przyjąć , że w tej sytuacji (Gry), albo ilość informacji jest nieokreślona (co jest bardzo kłopotliwe matematycznie)  albo , że jest ujemna.
        Pozostawiam sobie na najbliższy czas rozważenie co oznaczałaby taka "ujemna  informacja" (ze standardowego matematycznie punktu widzenia jest to niemożliwe, gdyż logarytm przy podstawie 2 nigdy nie może być ujemny).Możliwe, że takie uogólnienie pojęcia informacji okaże się bardzo owocne.

         Zmęczyłem się nieco,  jeśli miałbym kroczyć drogą powyższego rozumowania czekałoby mnie jeszcze ogromnie dużo pracy np. wymyślenie całego nowego formalizmu dla "Operandów" i ewentualne wprowadzenie ich na drodze aksjomatycznej, opracowanie zasad przechodzenia od Teorii Względności do Mechaniki Kwantowej poprzez sytuację "Gry" oraz wreszcie sformułowanie zasady fizycznej , która zawierałaby w sobie zarówno Zasadę Względności jak i  Zasadę Nieoznaczoności w oparciu o matematykę Operandów, której jeszcze na razie nie ma..         
      Na razie zamierzam trochę odpocząć od tych spraw, trochę pograć w brydża , trochę w szachy, może coś poczytać , a idee które próbowałem ci opisać na pewno będą jeszcze do mnie wielokrotnie wracały i nie dadzą mi spokoju.
                            Darek
 
 ---------------------------------------------------------------------------
Takie były w owym czasie me myśli i to przezywałem, oprócz szeregu innych myśli i zdarzeń ....
 
 
 
 
 
 
 
2010 V 14 (piątek)
 
    Jest to dalszy ciąg  „Mojego dziennika niecodziennego”. Pisałem go na swoim laptopie i w innych miejscach. Postradałem rok (2009) tych zapisków wskutek własnej głupoty i innych pewnych okoliczności , które oddziałały na mnie zbyt mocno. Mam jeszcze pewne minimalne szanse odzyskania tych danych.. Mimo wszystko kontynuuję. Nie wiem po co ?
Zaszło wiele wydarzeń we świecie, w Polsce, które na mnie również pewien wpływ wywarły. Mam sporo refleksji, przemyśleń, hipotez, interpretacji z którymi trudno mi się podzielić z otoczeniem z tego względu, że każdy dialog , każda dyskusja jest permanentnie i stale zakłócana przez różnorakie  czynniki. Nie sposób po prostu żadnej myśli, żadnego poglądu, żadnego wywodu doprowadzić nawet do tego momentu w którym może mieć on jakiś sens. W praktyce jeżeli tylko zaczynasz coś mówić, budować jakiś wywód, czegoś dowodzić to zawsze zostanie ci on przerwany pod pozorem , że twój rozmówca zna ciąg dalszy , przeważnie twoja myśl zostaje tak zniekształcona i skarykaturyzowana i spłycona , że twój partner w rozmowie (czasami przeciwnik) z tryumfem rozprawia się z nią, albo po prostu manifestuje on „swoje” stanowisko jako ważniejsze, zupełnie nie dbając o argumentacje albo nie zauważając , że to co wygłasza jest banałem, truizmem albo nic nie znaczącym ogólnikiem. Zupełnie zanikła w rozmowach sztuka wysłuchania swego partnera, próba zrozumienia jego stanowiska, a dopiero potem ustosunkowania się do tego. Argumentacji na rzecz takiej albo przeciwnej tezy. Jasne, że ktoś kto próbuje w taki staroświecki sposób prowadzić rozmowę , a zwłaszcza spór,  stoi na z góry straconej pozycji  zostanie bowiem zagadany albo wytrącony z wątku albo zbyty kretyńskim dowcipem lub pseudo-żartem i przeważnie musi zamilknąć i poddać się w bezsilnym przeświadczaniu, że głupota jednak jest niezwyciężona i jedyne co nam pozostaje (jeśli sami nie chcemy prowadzić rozmowy na takim poziomie) to dać za wygraną i po prostu zakończyć cała sprawę odwracając się na pięcie i zająć się czymś innym. Jasne , że odpowiedzialna za taki stan rzeczy jest telewizja która żywi się głupotą, pustotą, jałowością, banałem, truizmem, małostką itd. Telewizja dostarcza wzorów i modeli zachowania dla olbrzymich mas ludzkich nie tylko podsuwając pewne tematy do rozmów lub (i co jest równie ważne) przeciwnie unikając jak ognia innych, ale także propaguje i rozpowszechnia pewne formy zachowania się w dyskusji lub rozmowie, które zgodnie z naturą telewizji muszą być płaskie, powierzchowne, płytkie, trywialne i jak najgłupsze oraz jak najbardziej pretensjonalne. Jasne jest ,że ja również musiałem nieraz mniej lub bardziej świadomie stosować takie metody lub dostosowywać się do takich form.
Na swoje usprawiedliwienie mogę jedynie dodać, że przeważnie (choćby post factum) zdawałem sobie z tego sprawę i nawet potrafię się tego wstydzić.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
2010-05-19 (środa)
 
W tych czasach niepewnych jak zawsze wydalam z siebie toksyny …
Nerki duszy mojej są przeciążone.
Ty losie mój i przypadku.
Ty Historio, która zapisujesz się na twardym dysku Pana Boga...
Jesteś czasem bardziej nieprzewidywalna i szalona niż partia szachów rozgrywana przez Super-wariata..
Bóg czy Szatan rozgrywa tą partię ?
Jeśli to Gra Boga z Szatanem i jeśli wynik nie jest z góry znany to Bóg nie jest wszechmocny.
Wynik musi być otwarty..
I skąd się wzięła ta siatka pojęć Bóg-Szatan?
Może Gra toczy się i przebiega  zupełnie inaczej ?
Któż to wie ?
Nie mogę jednak obyć się bez pojęć, bez znaczeń..
Moje Ja domaga się nazywania.
Domaga się porządkowania,.
Domaga się sensu tam gdzie sens być może nie istnieje.
Pogodzić się z brakiem sensu ?
„Jeśli Boga nawet nie ma to dobrze się stało, że Człowiek go wymyślił”
Jeśli Sensu nawet nie ma to chyba dobrze się dzieje, że Człowiek
takie  Sensy nadaje wszystkiemu.

Pojęcia Bóg, Ludzkość, Naród, Nauka, Rodzina nadają sensy pewnym działaniom.
Generują pewne Gry, w których ja również uczestniczę i od których uchylić się nie mogę..
Ale nie umiem odpowiedzieć na pytanie:
Która z pośród gier jest najważniejsza ?
Odpowiedź byłaby zupełnie apodyktyczna i nieszczera.
Tedy grywam w Szachy, grywam w Brydża, grywam w Ateistę, grywam w Polaka, grywam w Ojca i Męża  , niektóre Gry omijając i unikając ich, o ile nie zostanę przymuszony Sytuacją do wzięcia w tym udziału.
Nie gram w Kobieciarza, nie gram w Biznesmena, nie gram w Artystę.

Omijam, siłą rzeczy, setki gier i sensów na tyle na ile mogę ich uniknąć.
Co ? Że jest jeden sens  najważniejszy, że jest coś co nie jest Grą, że jest coś więcej, że marnuję czas nie poświęcając się Jednemu ?
Odpowiem Ci tak:
Jeśli jesteś przekonany ,że gotów jesteś oddać  własne życie na rzecz tego Jednego, to zważ także ,że jesteś gotów odebrać komuś życie za to , że jest zwolennikiem Innego.
Nie jest również wykluczone, że Ja także mogę stanąć u Twego boku w Godzinie Próby  (albo przeciwnie po drugiej stronie) i narazić swoją egzystencję na szwank.
 Ja jednak zawsze uczynię to z najwyższą niechęcią ,świadom tego, że w dużym stopniu o wszystkim decyduje często przypadek , ślepy los, a sens ofiary z własnego życia jest zawsze przeinaczana, przekręcana i zniekształcana przez Historię.
Odpowiesz może : To relatywizm, nihilizm, amoralność.

A ja Ci być może odpowiem to fanatyzm, okrucieństwo ,despotyzm brak tolerancji albo może hipokryzja..
Moja etyka polega jedynie na tym ,że zgodnie ze swoim wewnętrznym głosem i charakterem wolę być posądzanym o relatywizm lub nawet nihilizm niż uchodzić za fanatyka i despotę.

 
 
Nie chcę również być nieszczerym i okłamywać sam siebie. To dla mnie jedyna Etyka na jaką mnie stać.
.
Ale nade wszystko racz wziąć pod uwagę morał, który zawiera się w pewnej historyjce, która wydarzyła się w pewnym małym miasteczku, gdzieś pośród setek innych małych miasteczek w naszym kraju. Sens tej opowiastki najlepiej i najdokładniej opisuje moje stanowisko i mój pogląd na sprawy ostateczne, na metafizykę i filozofię życia w ogóle. Oto ona::
 
 Pewna Zosia, już nie-młoda
co robiła wszystkim loda
poszła sobie do apteki
by wykupić jakieś leki.
 
Trzy kondomy potrzebuje.
Pyta, ile to kosztuje ?
 
Pan magister
chłop niewielki
już zaczyna ściągać szelki
i o loda Zosię prosi.
 
gratis da kondomy Zosi.

 
 
4 VIII 2010 (środa)
 
Wyobraźmy sobie następującą sytuację: Dwóch szachistów rozgrywa partię szachów w kawiarni. Partię tę obserwuje dwóch kibiców. Jeden jest szachistą i sporo rozumie z tego co dzieje się na szachownicy, a drugi nawet nie zna reguł gry.. Jeden  z szachistów, nieświadomy niczego po prostu gra w szachy i stara się wygrać, drugi choć jest znacznie lepszym szachistą ma zupełnie inny cel, on umówił się z pewnym złodziejaszkiem , że przytrzyma tego pierwszego jak najdłużej w kawiarni, aby obrabować w tym czasie jego willę.. Każdy z uczestników tej sytuacji gra jakby w zupełnie inną grę.. Kibic nie szachista po prostu obserwuje graczy, ich mimikę i zachowanie, próbuje wyciągać wnioski co do charakteru graczy na podstawie tego co widzi , analizuje (choćby podświadomie) ich wygląd, postawę sposób gry itd. Sytuacja na szachownicy jest dla niego zupełnie bez znaczenia i jest to dla niego  przypadkowe i z jego punktu widzenia bezsensowne przesuwanie drewnianych figurek po czarno-białych  polach szachownicy. Drugi kibic jest istotnie zaciekawiony  rozgrywaną partią, analizuje warianty, ocenia poszczególne posunięcia wyciąga wnioski co do klasy i poziomu gry poszczególnych graczy. Być może sam zechce zagrać z którymś z graczy. Gracz A nazwijmy go nieświadomym jest istotnie zaangażowany w grę, ale jeśli uzna ,że przeciwnik jest dla niego za silny lub rozgrywane partie staną się dla niego z jakichś względów nieciekawe w każdej chwili gotów jest przerwać grę i udać się do domu, a wtedy istnieje spore ryzyko , że natknie się na złodziejaszka „obrabiającego” jego mieszkanie .Gracz B nazwijmy go fałszywiec wcale nie dba o wynik partii i mimo , że jest lepszym szachistą  jego jedyną troską jest przytrzymanie gracza A w kawiarni i sytuacja na szachownicy ma dla niego jedynie pośrednie znaczenie, tzn. stara się nie zdradzić swoimi posunięciami, że jest istotnie lepszy od gracza A, aby go nie zniechęcić do dalszej gry, ale musi unikać również całkowicie słabej i nudnej gry z tego samego powodu..
            Do czego zmierzam i co właściwie ma ilustrować opisana przeze mnie sytuacja ? Rzecz w tym , że zadałem sobie pytanie czym jest Sens, jakie są najbardziej ogólne wyznaczniki i cechy tego co nazywamy Sensem ? Czym jest działanie (czy postępowanie) sensowne a czym jego przeciwieństwo czyli zachowanie bezsensowne ? Jak bezsens ma się do przypadkowości, a jak do całkowitego zdeterminowania przyczynowo-skutkowego określonej sytuacji ?
            Otóż wydaje mi się, że warunkiem koniecznym działania sensownego (celowego ?) jest występowanie sytuacji, którą ogólnie nazywam Grą, a której przeciwieństwem są sytuacje (układy ?) albo całkowicie zdeterminowane, albo przeciwnie rozwijające się w sposób całkowicie przypadkowy ( losowy ?). Jak widać z wyżej opisanej historyjki może się zdarzyć, że wiele osób (podmiotów ?) biorących udział w określonej sekwencji zdarzeń może obiektywnie tej samej sytuacji nadawać zupełnie swoiste (subiektywne ?) Sensy (znaczenia, cele ?). Bardzo chciałbym ująć rzecz matematycznie (w miarę możliwości nawet ilościowo).Chodzi mi o to, aby z pojęć Gra, Sens, Przypadkowość, Absolutne Zdeterminowanie usunąć wszelkie cechy zakłócające (przypadkowe), a pozostawić jedynie

te , które w wystarczający sposób charakteryzują te pojęcia. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zapewne w czystej postaci w realnych sytuacjach te pojęcia mają charakter względny i są wymieszane, ale mam wrażenie, że podanie ścisłych ich definicji mogłoby sporo wnieść dla zrozumienia kondycji człowieka (podmiotu) w otaczającym go świecie (przyrodzie).
Sprawa jest jednak niezmiernie trudna i zapewne próbowano to uczynić przede mną w Nauce, a zwłaszcza w Filozofii, mnie chodzi jednak o podjęcie  próby podania ścisłych matematycznych definicji tych pojęć, a nawet w miarę możliwości zaksjomatyzowanie związków miedzy nimi występujących.
           

 
A jak zakończyła się historyjka w szachowej kawiarni ? Zakończeń może być mnóstwo. We wszystko może wmieszać się przypadek np. meteoryt uderzający w lokal i pozostawiający po nim jedynie olbrzymi krater albo świadome działanie osób trzecich, powiedzmy gangsterów powiązanych z mafią, mających porachunki z właścicielem kawiarenki podkładających bomby zapalające pod lokal i wywołujących groźny pożar..
Oczywiście wszystko jest względne. Z punktu widzenia jakiegoś astronoma dysponującego odpowiednimi danymi sytuacja może wyglądać na całkowicie zdeterminowaną, można sobie wyobrazić , ze on dokładnie wie co musi się wydarzyć i np. może nie mieć dostatecznej ilości czasu , by się wmieszać w to co nieuniknione. Podobnie z punktu widzenia gangsterów podkładających bomby sytuacja nie jest przypadkowa, a raczej ściśle  zdeterminowana oni wiedzą co musi nastąpić w danym czasie… Widzimy więc, że największym stopniu poszczególne Gry, ich cele i sensy zleżą od tego co jest obiektywne , czyli o wiedzy (inaczej mówiąc dostatecznej ilości informacji) o całej sytuacji. Jasne jest również, że prawie nigdy nie dysponujemy dostateczną wiedzą o całości i zmuszeni jesteśmy do prowadzenia swoich Gier z pozycji bardzo subiektywnych. Jest to bardzo charakterystyczna cecha sytuacji, którą określam mianem Gry. Ujęcie tej subiektywności, a więc ocena sytuacji w oparciu o aktualną swoją wiedzę i zdefiniowanie w związku z tym sytuacji Gry dla określonego Podmiotu w sposób ścisły, a więc matematyczny wydaje mi się najważniejszym, a zarazem najbardziej  trudnym zadaniem jakie przed sobą postawiłem.
 
   9 XII 2010 (czwartek)
 
Mój dziennik , jakże niecodzienny. Właściwie nie-dziennik. Nie znajduję w sobie motywacji, by kontynuować to przedsięwzięcie z jakąś konsekwencją, z jakimś przekonaniem.
     Wżyciu moim wydarzyło się sporo. Nie będę o tym pisał. To wszystko jakoś jest zapisane w historii mojej rodziny , w historii moich dzieci, być może w historii miasteczka Radzyń. Chcę napisać jedynie o tym co mi doskwiera, co mnie boli, co mnie rani, co nie pozwala mi funkcjonować w miarę normalnie i  w miarę w miarę szczęśliwie. Nieraz myślę o samobójstwie, nawet wbrew pozornie dla mnie przychylnych wydarzeń.
      Małostkowość, drobiazgowość, głupota, chamstwo i elementarna nieuczciwość niektórych ludzi, w tym i Marzeny (co dla mnie jest szczególnie istotne i bolesne) doprowadza mnie do ostrych kryzysów. , które blokują i zakłócają całą moją egzystencję, Po prostu , gdy sobie uświadomię , że istnieją świadomości tak małostkowe, tak chamskie, tak durne, które w dodatku nadają ton i rytm całemu życiu społecznemu środowiska, w którym się obracam i jeśli jeszcze uświadomię sobie , że jestem wobec tego zjawiska całkowicie bezradny i jedynie pozostaje mi dostosować się do tego poziomu to, odechciewa mi się w ogóle żyć , cała energia ulatuje ze mnie jak powietrze z przedziurawionego balonu i wtedy właśnie pojawiają się myśli o samobójstwie, jako ostatecznym rozwiązaniu całego problemu.. Ludzie dość powszechnie  rozumieją cierpienie fizyczne, ból, głód, niewygodę itp. Natomiast uzyskanie zrozumienia przez innych dla mentalnych cierpień spowodowanych, niesprawiedliwością, głupotą, zachłannością i chciwością, egoizmem i chamstwem jest praktycznie niemożliwe do osiągnięcia. Jeśli akurat padłeś ofiarą nieuczciwości, niesprawiedliwości, chamstwa, głupoty i krótkowzroczności to inni wmawiają ci , żeś sam sobie winien bo powinieneś być przezorny i liczyć się z tym ,ze każdy chce cię oszukać, wykorzystać, okraść, a nawet zabić.
      Nie potrafię żyć ze stałą świadomością zagrożenia, że np. w sklepie nie wydadzą ci reszty, że jeśli ktoś chce od ciebie pożyczki to świadomie nie zamierza ci nigdy oddać lub liczy, ze zapomnisz, że każdy prędzej czy później okaże się świnią i jeszcze każe się po rękach całować lub obmówi cię w swoim środowisku jeżeli zdarzyło ci się zrobić mu bezinteresowną przysługę..
          Do tego , że tak właśnie wygląda życie przekonuję mnie nie tylko liczne osoby ( w tym Marzena), ale również niektóre fakty. Logika tych ludzi jest taka:.” Padłeś ofiarą chamstwa lub świństwa to sam sobie jesteś winien boś głupi”. Ciekawe jest zwłaszcza to, że większość ludzi podobnie myślących określa siebie samych, jako katolików i ludzi wierzących w Boga i jest święcie przekonana o swojej moralnej doskonałości, a nawet potrafią demonstrować swoją wyższość moralną wobec innych..

       Nie do końca się zgadzam z tym , że tak właśnie wygląda świat, gdyż zdarzyło mi się jednak doznać w życiu również życzliwości, bezinteresowności ciepła oraz zrozumienia od całkiem zdawałoby się obcych ludzi. Natomiast problemem dla mnie jest to, że np.. Marzena (nie umniejszając jej zasług) wmawia mi , że każdy chciałby mnie utopić w łyżce wody , a ja jestem strasznie naiwny. Gdy tymczasem na co dzień ma ona więcej ciepła , uczucia i zrozumienia  np. dla psa lub świnek morskich niż dla mnie. Oschłość , brak pozytywnych uczuć, stała walka i rywalizacja z jej strony, obok wszechobecnej głupoty, chamstwa, chciwości i zachłanności innych doprowadzają mnie do myśli samobójczych, Powodują,  że nie potrafię zajmować się czymś pożytecznym lub neutralnym, a tracę czas na walkę wewnętrzną.

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: Bezdomny      POKAŻ KOMENTARZE [ 1 ]

2011-05-28 22:07:05
Użytkownik: Filibert

 
 
29 września 2010

Udziele wsparacia osobom chorym

Witam wszystkich

Udziele wsparcia wszystkim chorym , ktorzy choruja na schizofrenie , lub pokrewne choroby od schzofrenii. Moje dane kontaktowe to oliwkidwiewp.pl,  nr gg 237702 , tel 503649818 zaineresowanych prosze o kontakt. Hanna Oliwa

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: hanitka      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
15 sierpnia 2010

wiara

wiara zawsze była w człowieku od poczotku istnienia jego zycia ale to nie pewna droga z powodu istnienia boga zawsze był i bedzie w świecie realnym i pozaziemnskim i inym w lekach jest ruznie

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: anonim     POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
13 sierpnia 2010

Schizofrenia-otworcie Drzwi 2010r.

W Polsce kampania Schizofrenia-Otworzcie Drzwi jest realizowana od 2000 roku.Jej celem jest poprawa spolecznego odbioru ludzi chorych ich tolerancja i szacunek.Osoby chore na schizofrenie to osoby bardzo zdolne i inteligentne.Ktore w zdolnosciach przescigaja rowiesnikow zdrowych.chorzy na schizofrenie to ludzie ktorzy osiagaj cele,marzenia ,pracuja ,zawiaraja zwiazki malzenskie.Oprocz choroby charakteryzuje ich duza inteligencja i szacunek do innych osob.Ostatnio coraz czesciej osoby chore znajduja pracy w warunkach chronionych.Duzo jest jescze do zrobienia jezeli chodzi o tolerancje  ztad 12 wrzesnia 2010r w Polsce Dzien Solidarnosci z chorymi na Schizofrenie.
Sam chorowalem na schizofrenie wiele lat.Teraz jestem w okresie remisji od 3 lat.Wiem jak wazne jest wsparcie i pomoc drugiej osoby a przedew szystkim zrozumienie.Jezeli bede mogl pomoc,wesprzec to kontaktujcie sie ze mna zawsze podam pomocna dlon.
Moja namiary:
Maciej
tel.500 103 071
email:maciejrypin@wp.pl
Pozdrawiam .
Maciej:)

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: anonim     POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
18 grudnia 2009

bez tytułu

Może ktoś do mnie napisze kilka słów :)

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: INKA      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
7 grudnia 2009

Samotnosc

Falszywa nadzieja jedna z najgorszych rzeczy , ktora jedna osoba moze podarowac drugiej.

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: kartman98      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
14 listopada 2009

plener w Sulminie (dokończenie)

Zanim nadszedł dzień wernisażu gospodarze pleneru czyli Włodzimierz Wieczorkiewicz i Jolanta Tarabicka poczynili wielkie starania by ta uroczystość wypadła jak najokazalej. Wysłali...1500 zaproszeń! Wernisaż poplenerowy miał być przecież połączony z otwarciem Galerii Sulmin i stanowić uwieńczenie 15-letniej ciężkiej pracy nad doprowadzeniem zrujnowanego kościoła do stanu używalności jako swego rodzaju "świątyni sztuki". Na tą okoliczność przyjechała do Sulmina ekipa telewizji Gdańsk. Dzień przed wernisażem w telewizyjnej trójce ukazał się obszerny reportaż przedstawiający uroki Sulmina z calym apartamentem galeryjnym oraz wywiad z twórcą tego przybytku Włodzimierzem Wieczorkiewiczem. Roztaczał on świetlane perspektywy na przyszłość, planował w Sulminie organizowanie rozmaitych wystaw a także kolejnych plenerów w następnych latach. No i zaczęły się przygotowania do wielkiej, pożegnalnej imprezy. Otrzymałem propozycję wykonania plakatu reklamującego plener w trakcie wernisażu. Ponieważ wszystkie moje dzieła były już ukończone, chętnie podjęłem się tego zadania. Na dużym arkuszu brystolu namalowałem scenę rodzajową przedstawiającą całe towarzystwo luźnymi, swobodnymi ruchami pędzla. Nie bawiłem się przy tym w macierzysty kwadryzm, zamierzałem zaskoczyć trochę w inny sposób. Włodzimierz Wieczorkiewicz po obejrzeniu mojego smarowidła zaakceptował go ze stwierdzeniem że jest trochę w picassowskim stylu. Nie chciałem się z nim kłócić więc przytaknęłem głową że ma rację. Tymczasem trwały intensywne przygotowania. Wszyscy uwijali się jak mogli chcąc zdążyć skończyć swoje dzieła na ustalony dzień. U mnie nie było z tym problemu ale w przypadku twórców grupy AMUN nie było to wcale takie proste. Malowali oni przecież nie rękami tylko ustami albo nogami...wydawało mi się dziwne że przy takich utrudnieniach upierali się na tworzenie obrazów realistycznych z mocno dopracowanymi szczegółami zamiast machać szybką abstakcję. Ale to nie był mój problem. Doszedłem do wniosku że to wewnętrzna rywalizacja wewnątrz tej grupy doprowadziła do takiego absurdu. Tak więc Katarzyna Warachim i Krzysztof Kosowski z pędzlami w ustach pracowicie pocili swoje cuda i cudeńka. Ja z kolei nawiązałem znajomość z dziewczyną która przyjechała pod koniec pleneru jako konsultanka i opiekunka dla artystów. Nazywała się Anna Królikiewicz i była świeżo upieczoną absolwentką gdańskiej ASP. Udzieliła mi kilku bezcennych wskazówek z tematu perspektywy i przestrzeni...oto dowiedziałem się że przekątna obrazu powinna iść z lewego górnego rogu w stronę dolnego prawego. W przeciwnym wypadku obraz robi przygnębiające wrażenie.  A właśnie jeden z moich obrazów miał przekątną biegnącą z prawego górnego rogu w stronę lewego dolnego...zdaniem Anny Królikiewicz była to masakra. Jednak wytłumaczyłem jej że zasady kwadryzmu są zupełnie inne i czasami sprzeczne z normami akademickimi i tutaj wszystko jest w porządku. Nie wiem czy zdołałem ją przekonać, zdało mi się że była nieco zdegustowana swawolizmem mojego stylu. No ale cóż, trudno. Tylko tego brakowało żebym miał przemalowywać przekątną na odwrotną, musiałbym namalować od nowa cały obraz.
A na to nie miałem ochoty rzecz jasna, no i też czasu bo kończył się plener. W przeddzień wernisażu odbyła się pożegnalna impreza dla plenerowej grupy. W ogrodzie rozpalono wielkie ognisko, przygotowano kiełbaski i szaszłyki. Każdy złapał jakiegoś kija, nadział na niego kiełbaskę i zaczął ją przysmalać na ognisku. Ja tymczasem przytargałem swoją gitarę i zaczęłem walić w struny w celu dodania klimatu w ten nostalgiczno-romantyczny wieczór. Towarzystwo po przysmażeniu kiełbasek rozsiadło się gdzie popadło i zajadając łapczywie gorące kąski zaczęło przysłuchiwać mojemu brzęczeniu. Starałem się wczuć w swoją rolę i ambitnie wyśpiwywałem różne utwory, na ogół były to ballady biwakowe ale nie zabrakło też klasyki polskiego rocka jak "Jola,Jolka" itp. Finałowem hitem mojego koncertu była "Autobiografia" Perfectu która szczególnie przypadła do gustu Włodzimierzowi Wieczorkiewiczowi. Klaskał w ręce, powtarzał słowa refrenu a potem namówił mnie do bisu, tak że musiałem to zagrać drugi raz. Potem odłożyłem gitarę na bok i oświadczyłem ze to koniec. Rozległo się trochę braw, ogólnie mogłem czuć się zadowolony. Potem ognisko zgasło i trzeba było zbierać się do hotelu w Otominie. Był to przedostatni akcent pleneru. Następnego dnia czekał nas już tylko wernisaż....
Kiedy nazajutrz przyjechaliśmy do Sulmina, wszędzie naokoło galerii spacerowały grupki ludzi a przed ogrodzeniem stało kilkanaście samochodów. To zaproszeni goście oczekiwali na rozpoczęcie wernisażu. Jakkolwiek ludzi było sporo to z pewnością nie było ich 1500, jak to się marzyło gospodarzom. W sumie na tą uroczystość przyjechało około 200 osób, byli to znajomi i przyjaciele gospodarzy, oraz trochę prominentów ze świata kultury. Wernisaż rozpoczął się przemówieniem Włodzimierza Wieczorkiewicza. Przyznał on, że choć początkowo nieufnie odnosił się do plenerowej grupy, to w trakcie trwania imprezy nastąpiły w nim wielkie zmiany. Stopniowo lody topniały a on sam w końcu pokochał tych ludzi do których odnosił się w pierwszych dniach bardzo sceptycznie. Po tych słowach gospodarz zaczął wreczać nagrody wszystkim twórcom. Nie było nagród typu I,II,III. Wszyscy zostali nagrodzeni równo, ponieważ, jak twierdził Wieczorkiewicz - nie ma artystów lepszych i gorszych. Każdy jest mistrzem w swoim gatunku, w swoim stylu. Kiedy już wszyscy odebrali nagrody, głos zabrał współorganizator pleneru, Michalczewski, właściciel firmy Plexiform. Podziękował wszystkim za wspaniałą, rodzinną atmosferę i piękne arcydzieła stworzone w tej uroczej sulmińskiej galerii. Potem jeszcze ktoś mówił ale tego już nie pamiętam. Wreszcie wszyscy rzucili się...nie do oglądania obrazów tylko do jedzenia przygotowanego na rozstawionych w ogrodzie stołach. Były tam rozmaite przysmaki - kurczaki, kiełbasy, bigos, sałatki różne i wiele innych rozkoszy dla podniebienia. Do tego wino białe i czerwone, a także piwo - według gustu. Kiedy już goście zaspokoili pierwszy głód, wtedy dopiero wędrowali do wnętrza galerii gdzie znajdowały się plenerowe prace wszystkich autorów. Przyznam nieskromnie że moja część ekspozycyjna wyglądała najokazalej. Namalowałem 10 obrazów i zajmowały one niemal całą ścianę. Pozostali stworzyli po dwa - trzy obrazy, niektórzy jeden. Fakt faktem, że mieli inną, bardziej pracochłonną technikę. Podczas gdy tak wędrowałem po galerii obserwując gości, podeszła do mnie Anna Królikiewicz. Pogratulowała mi stworzonych dzieł, po czym podjęliśmy luźną rozmowę. Potem Anna Królikiewicz gdzieś odpłynęła a ja kręciłem się to w galerii, to w ogrodzie. Nawiazywałem rozmowy z różnymi ludźmi, próbowałem zaczepiać jakieś dziewczyny, ogólnie starałem się brać aktywny udział w tej zbiorowej głupawce. Zauważyłem że podobną taktykę prowadzi też Krzysztof Kosowski, była to pewna rywalizacja między nami o to kto jest najlepszym malarzem pleneru. Była to cybernetyczna wojna której wynik nie mógł być w żaden sposób rozstrzygnięty. Reszta plenerowej braci siedziała dosyć smętnie w różnych kątach i zaułkach ogrodu i widać było po nich że marzą już tylko o powrocie do domu. W pewnej chwili współgospodarz pleneru - Michalczewski - poprosił wszystkich o ciszę bo chce zabrać głos. Powiedział że jest prowadzona zbiórka pieniędzy na elektryczną strugarkę dla jednorękiego rzeźbiarza Tadeusza Łuczaja. Na ten cel została przygotowana specjalna skarbonka. Prosił żeby każdy kto może wrzucił do tej skarbonki 10 złotych. W ten sposób może wspomóc artystę w zrealizowaniu marzenia o lepszym narzędziu pracy...zaproponował żeby każdy z artystów dyżurował przy skarbonce po 15 minut i w tym czasie zbierał pieniądze..no więc zaczęły się dyżury przy skarbonce ale chętnych do wrzucania tam pieniędzy nie było zbyt wielu. Raz czy dwa zauważyłem że ktoś coś tam wrzucił, potem już nie. Mimo to byłem przekonany że kiedy przyjdzie moja kolej, skarbonka będzie pełna 10 złotowych banknotów. Mniej więcej po godzinie poproszono mnie o dyżur przy skarbonce...nie było to zbyt atrakcyjne bo trzeba było stać jak kołek z tą skarbonką w jednym miejscu, a tymczasem na wernisażu było dużo ciekawiej. No ale trudno. Złapałem skarbonke i zaczęłem swój dyżur. Stałem i stałem ale nikt do mnie nie podchodził. Ani razu. Do końca dyżuru zostało moze jeszcze 5 minut ale czas dłużył sie strasznie.  W pewnej chwili wpadłem na pomysł żeby sprawdzić ile też uzbierali moi poprzednicy. Tylko obawiałem się że kiedy uchylę wieczko, banknoty wysypią się na ziemię i będzie wsypa. Jednak ciekawość zwyciężyła. Uchyliłem wieczko. Ku mojemu zdziwieniu skarbonka była prawie pusta. Na samym dnie leżały jedynie trzy banknoty 10 złotowe. Uznałem że to wynik gorzej niż mizerny. Szkoda gadać. Było jasne że Łuczaj za taką sumę strugarki nie kupi. Wtedy zdecydowałem że pożyczę sobie 10 zł. Wyjęłem jeden banknot i schowałem do kieszeni. Po prostu gwizdnęłem dychę ze skarbonki. Na pewno nie zrobiłbym tego gdyby była pełna. Wtedy byłaby szansa że uda się uzbierać odpowiednią sumę na strugarkę dla Łuczaja i w takiej sytuacji byłby ważny każdy grosz. Ale zawartość skarbonki to był obraz nędzy i rozpaczy a w dodatku ja sam byłem zupełnie goły. Na plenerze spłukałem się doszczętnie i nie miałem ani grosza. A trzeba było jeszcze jakoś wrócić do domu...okradzenie skarbonki było czymś ohydnym i wstrętnym. Zdawałem sobie z tego sprawę ale z drugiej strony tłumaczyłem sobie że zbiórka jest prowadzona dla biednego potrzebującego artysty. A czy ja nie byłem właśnie biednym, potrzebującym artystą? To wytłumaczenie trochę zagłuszyło wyrzuty sumienia. Mimo to, kiedy przekazywałem skarbonkę następcy (a był to chyba Kosowski) czułem się paskudnie. Ale nie dałem nic po sobie poznać. Zrobiłem przy tym taki wyraz twarzy jakbym nazbierał milion dolarów. Wróciłem na wernisaż z uczuciem ulgi że udało mi się uzbierać na powrót do Gdyni i z uczuciem wstrętu równocześnie. Po moim dyżurze zawartość skarbonki nie tylko nie wzrosła a wprost przeciwnie. Szybko jednak przestałem się tym martwić bo ujrzałem...robunia i furmana! Zamrugałem oczami bo zdało mi się że to omam. Spojrzałem po raz drugi. Tym razem nie było mowy o pomyłce. Robunio i furman wtaczali się do galerii Sulmin. Wybrali najgłupszy z możliwych momentów bo właśnie w tej chwili skończył się wernisaż i wszyscy wychodzili więc robunio i furman próbowali torować sobie drogę pod prąd. Podszedłem do nich, przywitaliśmy się jak starzy znajomi. Nie mogłem pojąć jak tu w ogóle trafili. Nie byli zaproszeni na ten plener bo był on organizowany z innej partii niż te krakowskie. Kilka dni temu zadzwoniłem do robunia z informacją że jestem na plenerze co było dla niego kompletnym zaskoczeniem. Ale nie sądziłem że będzie mu się chciało z furmanem wędrować na tak daleką prowincję...no ale cóż, chłopaki weszli na wernisaż i od razu musieli wychodzić. Na szczęście zmieścili sie do busika i po ceremoniach pożegnalnych z gospodarzami pleneru ruszyłem z robuniem i furmanem w drogę do hotelu w Otominie. Po drodze robunio opowiadał jak wędrowali z furmanem przez las żeby zdążyć na wernisaż, jak zgubili drogę i zabłądzili, jak furmam klął jak szewc i chciał wracać do domu. Wkrótce zajechaliśmy do hotelu. Spakowałem wszystkie swoje bagaże, pożegnałem się ze wszystkimi i w drogę.
Robunio i furman dostali pozwolenie na podróż busikiem chociaż zrobiło się w nim strasznie ciasno. Oprócz grupy artystów jechała z nami też Teresa Pałłejko, właścicielka gdańskiej galerii "Promyk". Załadowany do niemożliwości busik ruszył w drogę powrotną do Gdańska. W trakcie podróży ja i robunio wymienialiśmy z Teresą Pałłejko poglądy na temat sztuki. Reszta towarzystwa w milczeniu przysłuchiwała się tym dywagacjom. Wreszcie dojechaliśmy do dworca w Gdańsku.
Tak zakończył się plener w Sulminie. Był sierpień 1999 roku.

Tymczasem historia galerii Sulmin miała swój smutny epilog. Mimo zapewnień gospodarzy że w przyszłości odbędą się tam następne plenery - nigdy do tego nie doszło. Rok później Włodzimierz Wieczorkiewicz zmarł na atak serca. Ciężka wieloletnia praca przy remontowaniu riun starego kościoła odbiła sie na jego zdrowiu. Jolanta Tarabicka próbowała kontynuować ideę męża ale nie miała takiej charyzmy i galeria Sulmin zaczęła podupadać. Kilka lat później wielki pożar zamienił całą posiadłość w ruiny i zgliszcza. Jolanta Tarabicka zdecydowała się sprzedać pechową ziemię z tym, co pozostało z galerii po pożarze.. Pozbyła się jej za niewielką, właściwie symboliczną sumę. W ten sposób cała praca pary małżonków obróciła sie wniwecz. Czy była to zemsta opatrzności za wykorzystanie świętego przybytku do niebożnych celów? Nad tą zagadką głowi się wiele osób związanych z ta tragedią.

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: mirco      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
23 października 2009

Mój sposób na radzenie sobie ze stygmatyzacją

Wszyscy różnimy się od siebie i niewątpliwie mój sposób nie będzie dobry dla każdego. Czasem przez stan choroby jego zastosowanie może nie być możliwe. Niemniej jednak postaram się go przedstawić, albowiem być może komuś on pomoże i jeśliby nawet pomógł chociaż w niewielkim stopniu to będzie to dla mnie radość.

Zacznę od rzeczy najważniejszej. Z lekarzem zawsze należy być szczerym. Ja mam duże zaufanie do mojego lekarza i ze wszystkich sił staram mu się odpowiedzieć szczerze na jego pytania. To bardzo ważne w obliczu tego co napiszę.

Otóż aby ludzie mnie nie piętnowali to ja staram się nie opowiadać nikomu tego co mi się dzieje (poza moim lekarzem czy najbliższą rodziną). Nie wysyłam więc sygnału, że jest coś ze mną nie tak. Ludzi zasadniczo staram się unikać, ale z rodziną (kuzyn etc.) czasem się spotkam. Nie mówię mu wtedy co mi się dzieje. Mówię tylko, że wszystko jest dobrze. On mnie wtedy traktuje w sposób bardziej normalny. Przynajmniej tak mi się wydaje i chyba tak jest.

Gdybym się bardzo źle czuł i go spotkał to faktycznie bym tego przed nim nie ukrył, ale gdy się czuję w miarę dobrze to myślę, że to mi się udaje. Nie jestem zbyt towarzyski i staram się unikać ludzi, jednakże gdy ich spotykam to nie dzielę się z nimi własnymi przeżyciami, co pozwala mi wyglądać dokładnie tak jak ktoś niechorujący. (:

Powtórzę rzecz najważniejszą! Z lekarzem zawsze należy być szczerym! Ludzie to inna sprawa. Ludzie robią plotki. Im lepiej nie mówić co się czuje, bo większość z nich i tak tego nie zrozumie. Albo zacznie się śmiać albo zacznie współczuć, a potem obgadają. Tylko nieliczni są w stanie zrozumieć to co czuje chory, i że nie stanowi on zagrożenia większego od niechorujących. Tak więc taki jest mój sposób.

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: Francis      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
14 października 2009

Leki a życie

Miałam wrócić na uczelnię i studiować pedagogikę specjalną i niestety nic z tego nie wyszło. Nie jestem w stanie skoncentrować się na zajęciach, wytrzymać półtoragodzinnych zajęć, nie mówiąc o możliwośc iczytania a co dopiero uczenia się. Wlepszej formie byłam w zeszłym roku - mialam objawy wytwórcze ale mogłam czytać i coś robić a teraz totalne dno. Co z tego, że nie mam już głosów i urojen , jak nie mogę normalnie żyć. Staram się coś robić próbowałam nawet chodzić do pomaturalnego studium bo o studiach nie może być mowy, ale nawet tam nie jestem w stanie sobie poradzić. Sama nie wiem co mam zrobić, żeby było lepiej. Jest źle. Dziś usiłowałam się uczyć angielskiego i szło to bardzo opornie. Wiem że trzeba cierpliwości i czasu żeby było widać efekty, wytrwałości i pracy. Może by zmniejszyć dawki leków i narazić się na objawy wytwórcze ale przynajmniej funkcjonować. Pomocy, chcę żyć normalnie.

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: Katrina      POKAŻ KOMENTARZE [ 2 ]

2009-10-14 13:09:45
Użytkownik: lilabeska
Cze??c Katrinko! Nie wiem, jakie leki bierzesz i nie b?d? w to wnikac, bo to osobista sprawa. Chcia??abym jednak co?? podpowiedziec Tobie i Twojemu lekarzowi...choc mo??e ju?? o tym wiecie i z jakich?? powod??w nie mo??esz stosowac propranololu, kt??ry zmniejsza akatyzj?-je??li to ona, a nie nawr??t choroby lub mi??o??c jest tu problemem. Mi propranolol na akatyzj? bardzo pom??g??. Mo??e tez lekarz, gdy go poprosisz b?dzie m??g?? ci go w???czyc. Ja na Twoim miejscu porozmawia??abym z nim te?? o ewentualnej zmianie leku i mo??e dawki... bo jak jakie?? ko??skie dawki bierzesz, gdy ju?? prawie zdrowa jeste??, nie dziwne to, ??e Cie nosi . Spr??buj prozmawiac szczerze z lekarzem, tym bardziej, je??li masz z nim tak dobry kontakt jak piszesz... Pozdrawiam i ??ycz? powodzenia-lilabeska
2009-10-23 21:43:25
Użytkownik: Francis
Najlepiej zrobisz jak porozmawiasz o tym szczerze z w??asnym lekarzem. On niew?tpliwie spr??buje Ci w jaki?? konkretny spos??b pom??c. On ma stosowne ku temu kompetencje. Rozmowy na takie tematy z internautami, kt??rzy z za??o??enia nie s? specjalistami, nie s? dobrym pomys??em. Sam mam r????ne problemy, chocia?? jako tako daj? sobie z nimi rad? i to w znacznej mierze dzi?ki lekom. Jedyne co jako internauta mog? poradzi? to spok??j. Ja staram si? szuka? spokoju, bo on jest dla mnie wa??ny. Czasem s??ucham sobie muzyki klasycznej, gdy?? ona mnie wycisza i my??l?, ??e mi pomaga. Nie zawsze to mo??e pom??c, ale czasem mi to troch? pomaga a mo??e nawet wi?cej ni?? troch?. Jednak je??li dzieje si? co?? z czym trudno jest sobie poradzi? samemu to najlepiej jest zasi?gn?? porady lekarza! On b?dzie wiedzia?? co robi? aby pom??c. (:
 
 
17 września 2009

mulenie sie

Czesc nie mam co robic chetnie bym z kims pogadal.

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: misiek      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
15 lipca 2009

przesyłka

Muszę przyznać, że zostałam dziś miło zaskoczona: otwieram skrzynkę, a tam paczka do mnie! Już samo to, że ktoś coś mi przesłał, bardzo mnie zdziwiło i ucieszyło. List był nieco naderwany i wystawało z niego coś żółtego. Sprawdziłam adres nadawcy- serwis Łatwiej. No to już wiedziałam co to! Niby tylko pluszak, ale pierwszy raz w życiu udało mi się coś wygrać. I jako nagroda pocieszenia, znakomicie spełnił swoje zadanie- sprawił, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech...

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: confine      POKAŻ KOMENTARZE [ 16 ]

2009-07-22 14:35:49
Użytkownik:
0
2009-07-22 14:36:18
Użytkownik:
fgdfgd
2009-07-22 14:39:48
Użytkownik:
fgdfgd
2009-07-22 14:51:50
Użytkownik:
gfgddfeew4t34
2009-07-22 14:52:27
Użytkownik:
gfgddfeew4t34
2009-07-22 15:32:09
Użytkownik:
gfgddfeew4t34
2009-07-22 15:32:38
Użytkownik:
gfgddfeew4t34
2009-07-28 12:45:45
Użytkownik:

2009-07-28 12:45:45
Użytkownik:

2009-07-28 12:45:53
Użytkownik:
sdljahlasd2233423 4432 23 4
2009-07-28 12:51:28
Użytkownik:

2009-07-28 12:51:35
Użytkownik:
fg gtrser r
2009-07-28 13:58:04
Użytkownik:
ghdfhfh
2009-07-28 13:58:43
Użytkownik:
ghdfhfh
2009-07-28 14:08:08
Użytkownik:

2009-07-28 14:08:19
Użytkownik:
kolejny pusty komentarz
 
 
1 lipca 2009

bez tytułu

Kolejny dzień.
Uczę się internetu. Ciekawe, ale dużo niewiadomych. Za dwa tygodnie przyjeżdża syn, do mnie na urlop. Czekam na niego niecierpliwie, bo liczę, że pomoże mi się połapać w tej sieci.                               
W piątek idę na kolejna sesję psychoterapii indywidualnej. Cieszę się, że po szpitalu trafiłam na oddział dzienny i miałam kontakt z psychoterapią grupową. Do tej pory wydawało mi się, że psychoterapia to taka prosta sprawa. Nie mam oporów w mówieniu o sobie. W każdym razie, nie miałam gdy przyszłam na oddział. Zdziwiłam się, gdy jeden z pacjentow powiedział, żebym nie mówiła prawdy, bo ta szczerość nie wyjdzie mi na dobre. Jak brać udział w psychoterapii i nie być szczerą. To się mija z celem. Zignorowałam jego słowa i nie żałuję. Terapia grupowa pozwoliła mi zaakceptować chorobę, zobaczyć ją niejako "z boku". Otworzyła mi oczy na to jak widze siebie, i że jest to obraz nieprawdziwy. Nie jestem taka, jaka myślałam, że jestem. Terapia grupowa nie pozwoliła mi na ponowne zamknięcie się i czekanie na kolejny rzut choroby. Spowodowała, że zdecydowałam się na psychoterapię indywidualną.

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: anonim     POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
16 czerwca 2009

bez tytułu

Jestem chory na schizofremie 3 lata.Jest mi ciężko,najgorsze są lęki

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: anonim     POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
30 maja 2009

bez tytułu

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: hela.76      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
16 stycznia 2009

eskapizm (przez małe e.)w ...jedzenie uciekłem od odpowiedzialności za własne życie.

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: crazynuts      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
26 grudnia 2008

Obojętność

Niewiele zostało jeszcze takich rzeczy, które mogą mnie wyruszyć. Rozpaczliwie szukam czegoś co mnie zadziwi, zachwyci, podnieci. A kiedyś tyle tego było. Może warto coś samemu stworzyć? Chciałabym się jeszcze kiedyś rozpłakać- ale czy ja to wciąż potrafię? W mojej głowie było kiedyś sporo przerażających wytworów. Codziennie gorsze koszmary. Pewnie gorszych bym nie wytrzymała i stałam się obojętna na wszystko.

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: lutownica      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
4 listopada 2008

Schizofrenia

Pamiętam kiedy 3 lata temu

Miałam sporo poważnych problemów

Nie wiedziałam co się ze mna dzieje

Myslałam, że zaraz oszaleję

Miałam kompletny chaos w głowie

Natłok myśli co wyrażało się w mowie

Zaczęłam słyszec różne dziwne głosy

A raz z wściekłości targałam z głowy włosy

Mówiłam ludziom o moich spostrzeżeniach

A oni mówili że to urojenia

Chciałam, żeby ktoś udzielił mi pomocy

Bo miałam dośc tych bezsennych nocy

Poszłam więc sama do lekarza

Co u wielu chorych nieczęsto się zdarza

Lekarz okazał mi swoje zrozumienie

I skierował na szpitalne leczenie

Leżałam ponad miesiąc na oddziale

A mój stan nie poprawiał się wcale

Lecz w końcu wypisano mnie do domu

O diagnozie nie mówiąc nikomu

Jakież było moje zdziwienie

Gdy okazało sie że mam schizofrenię

Nie chciałam przyjąć tego do wiadomości

I było we mnie tak wiele złości

Jednak w końcu z diagnozą się pogodziłam

I można powiedziec ze troszkę uspokoiłam

Nauczyłam się życ z tą chorobą

I stałam się bardziej świadomą osobą
 
Ten wiersz napisałam rok temu w moje urodziny :)
Teraz też piszę wiersze ale troche krótsze niż ten ktory zamieściłam powyżej :)

Pozdrawiam serdecznie

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: dunia33      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
1 października 2008

jakto jest

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: szewc      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
25 września 2008

Ja sam

Strudzony chorobą
Doświadczony życiem
Często zmęczony
Pomimo młodego wieku
Częstokroć zawiedzionego
Poznałem się na ludziach
Fałszywych
Obłudnych i zachłannych
Złych i wrednych
Dobrych i uporządkowanych
Nieraz bywam zrezygnowany
Takie życie
Ale byle do przodu.

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: hanysek88      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
20 września 2008

bez tytułu

Drugi bunt Aniołów
był jeszcze straszniejszy
Aniołowie nie skończyli nawet
uzasadniać swojego odejścia
po prostu odeszli
 
Każdy z innych powodów
jeden – prosty zwykły anioł
szukał piękna
latami szedł do jej domu
i w końcu doszedł
 
Zmęczony umorusany
usiadł w kącie – czekał
kiedy ostatni promień słońca
zatrzymał się na jej włosach
wiedział że jest u celu
 
O świcie rozsypał płatki róż
pod jej stopy
przytulał Ją chwilę
nic nie czuł – płakał
grzał dłońmi kubek – czekał
 
Był u celu – znalazł piękno
gładził jej ciepły policzek
znów poczuł nieczłowieczeństwo
ale czuł zapachy
w tym widział nadzieję
 
Uwielbiał jak czesze włosy
kiedy szybko przechodzi przez pokój
i kiedy wybiera kubek
grzany w dłoniach dla niej
śmiał się i czuł się tak nieanielsko
 
Już nie dotykał jej włosów
próbował uchwycić ciepło
z jej rudego swetra
próbował zawsze
raz mu się udało
 
Kiedyś płakała (a może to wiatr)
patrzyła długo w kąt pokoju
zwykły anioł siedział cicho
nie było w nim buntu
wiedział tylko jedno
 
że zostanie

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: anonim     POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
19 sierpnia 2008

bez tytułu

tak to prawda weryfikacja danych to glupota nie ma swobody wyrazania swoich opinii na temat swojej choroby nie czuje sie tu pewny i bezpieczny maja dane lekarzy i wsjo

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: nyranin      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
19 lipca 2008

bez tytułu

wiam,jestem tutaj nowa .czy ktos mi moze pwiedziec jak to wszystko prosperuje?

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: daria13      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
6 lipca 2008

TRZYMAJ SIĘ

DO,,PUSTKI''Z4 LIPCA TRZYMAJ SIĘ  NIE JESTEŚ JEDYNA  -PO DOBRYM ZWYKLE PRZYCHODZI GORSZE A PO ZŁYCH DNIACH KIEDYŚ ZAŚWIECI ,,SŁOŃCE''ŻYCZLIWY

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: anonim     POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
4 lipca 2008

ppustka

tak samo,i wciaz doslownie to samo powraca ten stan dreczacy mnie cham ale co zrobie uciec mam ?!!!!!NIE DA SIE UCIEKALAM NIE RAZ I CO DZIAŁO SIE .......czasem wydaję się byc pogodzona z tym wszystkim,z choroba z trudnościami ale to do końca nie tak!! zachorowałam gdy miałam 18 lat,.walczę wciąż od jutra na nowo i od nowa co dnia

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: anonim     POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
30 czerwca 2008

WIERSZ:

 
Pierre Raven IV
Oda do Hamburgera
Jest na tym wielkim globie
Pewien fajny przysmak.
A cóż to ?
Widzisz go codziennie.
To hamburger.
Ma chyba z milion odmian
I oferuje go tyle lokali
W tych maleńkich Chojnicach.
Więc który wybierasz ?
Mc Donald, Laguna,

Kołpacki czy Centrum ?
Bo ja to tylko Mc Donalda.
Przy Szeroka Street.
Więc przechodzę przez
Jego diamentowe wrota.
Podchodzę do lady i wołam:
Hello gościuwy. How do you do ?
Podchodzi taka jedna piękna:
Nice to meet you knight.
Więc zamawiam
Big Mac x 8
I jestem bardzo zadowolony.
A żeby tego było mało.
To 2 stoliki przede mną siedzi
Grupka angielskich turystów.
Prosto z Londynu.
I śpiewają mi:
Happy birthday to you !!!
Bo przecież są dzisiaj moje urodziny.
Dlatego tu wpadłem.
Więc wołam do tej grupki:
Chojnice City is very very life !!!
Ta idylla nie trwa długo.
Bo oto dosiada się do mnie
Jakiś facet z brodą i woła:
Masz flachę !!!
Odpowiadam mu grzecznie:
Pan się pomylił.
Na flachę to proszę
Do innego lokalu.
Patrzę do przodu.
Tego łosia już tu nie ma.
Bo oto podchodzi laska
Z dwoma tackami
A na nich 8 x Big Mac
Ale co to dla mnie.
Za 20 min tace są czyste jak łza.
Kiedy wychodzę
Wołam do barmanek:
See you later virgin.
I znowu zaliczam diamentowe wrota,
By 2 km dalej przejść przez
Brylantową bramę
I wejść do Laguny
Przy Gdańska Street.
A tam otwieram menu:
I cóż widzę ?
Hamburger, Fishburger,
Cheeseburger i Chickenburger.
Co się będę czaił.
Poproszę niewiasto wszystkie 4.
Przecież mam kartę Citibank.
I 128 miliardów euro na Kajmanach.
Nie zapomniałem też o innym lokalu.
Ale Bar Kołpacki to twierdza.
Kryształowe szyby, drzwi na pilota
I fotokomórka.
Cóż tutaj spotykam ?
Kebab, ale jaki wielki ?
Taki wielki, że aż się przeraziłem.
Z nim też sobie poradziłem.
Co to dla mnie.
Siemano ludziska.
To jeszcze nie koniec
Mojej wycieczki.
Został jeszcze Centrum.
Przed którym stoją
Dwie bliźniaczki z Paryża
I machają do ?
Nieważne.
Wchodzę.
Znam już ten styl.
Hamburger z:
Surówką, kotletem i sosem.
Sorry, ale nie skorzystam.
Wystarczy mi widok
Uroczych welonek
Koloru pomarańczowego
Które pluskają się w wodzie.
Ale nie łap ich za ogon
Bo kultura musi być
A gdy chcesz mieć odlot
To kup sobie Red Bulla
On doda ci skrzydeł.
Nie zapomnij też o Mountain Dew.
Wypij go na Stary Rynek Street
Bo w domu ci nie wolno.
Warto pomyśleć też o Powerade
Bo prawdą jest Matrix.
A życie jest piękne
I pełne wyborów
Tak samo jak
Kółko i Krzyżyk.
kruk2007@o2.pl
....
 

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: DD      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
26 czerwca 2008

MMVIII

###

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: Doxy008      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
22 kwietnia 2008

NOWA

Co mozna zrobic aby pomoc choremu ?Jak zapewnic bezpieczenstwo ipomoc medyczną.

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: anonim     POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
27 marca 2008

Szukam przyjaciółki.

Witajcie.

Szukam przyjaciółki z krakowa i nietylko. Już mam dość tych samotnych urojonych myśli. Mój tel;503599197.

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: anonim     POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
25 lutego 2008

wredne chorubsko

czesc wszystkim
choruje juz od 7 lat
biore zolafren oraz fluangsol
od 2 tygodni juz nie biore tabletek
mam to gdzies
narazie wszystko jest ok.
mam kochającą żone która wspiera mnie w tej cholernej chorobie.
ludzie trzeba sie w zyciu czyms zajmowac zeby nie myslec o tej chorobie, wiem ze to nie jest łatwo ale trzeba walczyc zeby z tego wyjsc.
Wierze ze ta choroba jest do wyleczenia.
trzymajcie sie wszyscy i głowa do góry.
Pozdrawiam
Sebek

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: sebek      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
3 lutego 2008

IetapIIIWojny swiatowej Rosja przeciw sojuszowi NATO !

To co się dzieje obecnie w Europie Litwinienko w U.K.to...Pierwszy etap III Wojny swiatowej ataku Rosji na sojusz północno atlantydzki NATO.Polega on według doktryny Układu Warszawskiego na akcjach i rajdach KGB w Państwach Zachodniej Europy !!! Teraz te akcje przybierają na sile ...

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: Petrus      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
2 lutego 2008

Jest mi źle!!!

Nie mam siły walczyc z głosami ,Nie mam prawa się im sprzeciestawic .Dlaczego> Czy musze wykonac to co mi każą?

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: xxx      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
25 stycznia 2008

kolejna sprzeczka....

 
 ...jak mozna byc chorym i pracowac po 16h non stop i to na popoludniowej zmianie i na noc!ale ja moge sobie gadac!to przeciez jest nieistotne ja nic nie wiem i nie mam zadnych praw alez to jest wkurzajace!

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: anonim     POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
3 grudnia 2007

co lubię robić ?

 
 
Cześc to znowu ja Karolina moją pasją jest rysowanie .Lubię malować zwłaszcza ołówkiem oraz kolorować, kiedyś też pisałam wiersze Bardzo lubię jeżdzić taczką wozić drzewo umiem równiez rąbać drzewo z tatą pomimo tego,że jestem dziewczyną.Moją pasją są też podróże byłam za granicą dwa razy.Pierwszy raz byłam w Chorwacji i w Dubrowniku,który był zniszczony podczas wojny.Chorwacja mnie oczarowała,tam jest poprostu pięknie i ta kompiel w Adriatyku.Zwiedziłam równierz Bośnie tam kompałam się  w lazurowej wodzie którą otaczał wodospad woda była lodowata przy trzydziesto stopniowym upale.Póżniej pojechaliśmy na Węgry oraz Słowację Węgry dzielą się na stare i nowe miasto na Budę i na Peszt.A ostatnia wycieczka była do Francji.Miałam jeszcze okazję pojechać do Włoch ale miałam wtedy depresję jak na złośc   
Karolina

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: anonim     POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
28 listopada 2007

re

Z Twojej lakonicznej wypowiedzi wnioskuję , że masz chorą matkę. Ale skąd wiesz , że ona jest chora na schizofrenię. Miałaś do czynienia z psychiatrami, czy też sama tak wnioskujesz.Ja radziłbym Ci skonsultowanie się ze specjalistą .Można zamówić lekarza do siebie do domu. Wiem jedno , jeśli twoja mama jest chora potrzebne są jej leki, które by ją uspokoiły. Do mnie na początku choroby tez wezwano lekarza, który stwierdził, że potrzebna jest mi hospitalizacja. Może i twoja mama musi pójść do szpitala, tego nie wiem. Ale musisz coś zrobić , bo z Twoją mamą może być coraz gorzej.

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: Prawy      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
26 listopada 2007

Szukam pomocy dla mojej mamy chorej na schizofrenię...

jak jej mam pomóc,jak z nią postepować,nie dopuszczać do sytuacji bezsilności,jak z tym żyć...?Mieszkamy razem i ciężko to przezywam.Rodzeństwo jest od "swieta",i udaje jak gdyby nigdy nic.Nie zauważa problemu.Co mam robic?

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: jakazo      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
19 listopada 2007

Jażwiec

Zainteresował mnie wpis Zdzisława dotyczący diety.Bałabym się jednak nie jeść śniadań ze względu na złe samopoczucie psychiczne.Nie wiem czy można pić kawę rano.

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: Jazwiec      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
24 sierpnia 2007

Witam

►Chciałby poznać ciekawe osoby ,mój mail:maczakuj@myway.com

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: malibante      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
12 lipca 2007

bez tytułu

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: ris27      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
2 lipca 2007

:(

U mnie niestety nie jest dobrze :(
Od soboty ryczę gdzie i kiedy tylko mogę...
Nawet pojawiły się przelotne M "S", ale wiem, że to nie jest rozwiązanie.
Chyba potrzebna mi jest jakaś terapia wstrząsowa, choć nie wiem czy cokolwiek ona pomoże, czy cokolwiek zmieni...
A leki nie zmienią sytuacji tymbardziej...
Więcej szczegółów na www.psychiatria.blog.onet.pl
Pzdr mandrynka

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: mandrynka      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
14 czerwca 2007

bez tytułu

dziś cały dzień spędzony poza domem, czuję się zmordowany i wykończony. Ale to takie przyjemne zmęczenie

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: dan_krak      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
25 maja 2007

Mój sposób odżywiania.

Przeczytałem gdzieś  tym w serwisie o problemach osoby z nadwagą. Nie mogę teraz tego znaleźć,bo bym mu polecił mój sposób odżywiania.Zapewnia spadek masy ciała, poprawę samopoczucia,oczyszczanie organizmu,eliminuje wiele schorzeń i według mnie jest stosunkowo mało

Jestem osobą leczącą się na schizofrenię. Chcę podzielić się moją opinią na tematy związane z odżywianiem. Odwiedź Też moją stronę także.

                            pozdrawiam Zdzich

Daj szansę swojemu organizmowi

 
Przez kilkanaście lat zmagałem się z problemami zdrowotnymi, w tym z nadwagą. Próbowałem różnych polecanych metod „zdrowego trybu życia” i diet. Nie odnosiły pożądanych skutków. W końcu po pięćdziesiątce wziąłem sprawy w swoje ręce i wypracowałem swój własny sposób odżywania. Okazał się skuteczny!

Zapraszam do zapoznania się z moim sposobem odżywiania. Postaram się krótko wyjaśnić, na czym on polega i dlaczego według mnie jest skuteczny.
Co dał mi mój sposób odżywania?

pozbyłem się nadwagi

pozbyłem się nadmiernego

poziomu cholesterolu

pozbyłem się nadciśnienia

tętniczego

jestem bardziej sprawny

fizycznie i intelektualnie

jestem aktywny

mam dobre samopoczucie

zdecydowanie ograniczyły

się dolegliwości związane ze złą pracą układu krążenia krwi

zdecydowanie poprawiła się

praca układu pokarmowego, który ma bardzo duży wpływ na funkcjonowanie

całego organizmu

Przy tym jem do syta nawet produkty, które uchodzą za niezdrowe (słodycze, mięso, tłuszcze itp.), nie mam dyskomfortu z tytułu konieczności ograniczania ilościowego i rodzaju produktów w posiłkach, a do tego dokonałem tego w sposób naturalny, nie używając leków i środków chemicznych.
Czy to możliwe?
Brzmi to niewiarygodne, ale jest to możliwe i do tego bardzo proste!
Podstawą mojego sposobu na pozbycie wskazanych wyżej dolegliwości jest założenie, że na stan naszego zdrowia większy wpływ ma sposób odżywiania, a nie, co się zjada i w jakich ilościach.
Powrót do natury.
Człowiek jest ssakiem, który żyje setki tysięcy lat. Przez ten okres organizm człowieka był kształtowany przez środowisko naturalne, w którym funkcjonował. Do niedawna nie było mowy o tzw. chorobach cywilizacyjnych, choć trzeba przyznać, że ludzie żyli średnio nieco krócej, ale całkiem z innych powodów. Czy jednak jesteśmy w dzisiejszych czasach skazani na choroby cywilizacyjne? Wydaje mi się, że nie. Obecnie można spotkać jeszcze wiele społeczeństw nie chorujących na te schorzenia, na przykład część rodzin Cygańskich. Dlaczego?
Nadal żyją w zgodzie z naturą i tym, jak organizm człowieka przez tysiące lat się ukształtował: często jedzą raz lub dwa razy dziennie. Ponadto swoich posiłków nie przygotowują ze sterylnej, higienicznej żywność pozbawionej wszelkich "nieczystości" (m.in. bakterii, zanieczyszczeń organicznych i nieorganicznych). Tym samym lepiej pracuje ich układ odpornościowy oraz układ pokarmowy. Alergia dla nich to egzotyczna choroba. Zdecydowanie mniej chorują.
 
Jedzenie i czas niejedzenia.
Uważam, że największym nieporozumieniem jest obecnie zalecanie osobom z nadwagą jedzenia częstych posiłków, w małych ilościach i bez tzw. „niezdrowych” produktów. To według mnie jest niezdrowe i może pozbawiać organizm potrzebnych składników.
Okazuje się jednak, że człowiek na przestrzeni swojej ewolucji jadał rzadko, lecz do syta, to co było dostępne. Posiłek następny jadał przeważnie dopiero, gdy wygłodniał.
Organizm ludzki (i jego poszczególne komórki) odżywiają się, pobierając potrzebne elementy z pokarmu. Następnie organizm potrzebuje spoczynku. Czasem, w którym organizm powinien skutecznie wydalić substancje niepotrzebne i szkodliwe, jest sen i czas pomiędzy posiłkami. W obecnych czasach okres spoczynku jest za krótki, a ilość niepotrzebnych substancji z posiłków coraz większa. Organizm nie może się z tym uporać, bo dajemy mu za mało czasu, by usunął zbędne substancje.
Człowiek jest wyposażony przez naturę w wiele układów, w tym między innymi systemy samoregulacji oraz zwalczania schorzeń i dolegliwości.
Dajmy im szansę, by mogły robić to skutecznie!
Układy te „wiedzą”, ile dany osobnik powinien ważyć, jak wiele poszczególnych związków powinien zachować w organizmie. Pozostałe usuwa.
Musi mieć jednak odpowiednią ilość czasu.
Moje zasady odżywiania.
O ile w obecnych czasach trudno nam znaleźć czas na odpoczynek od posiłków, które są często „niezdrowe”, a tryb życia jest stresujący i sprzyja rozwojowi chorób „cywilizacyjnych”, należy przedłużać okres spoczynku organizmu (bez jedzenia). Pewną formą stosowaną od bardzo dawna i obecnie są tzw. posty uzdrawiające i odchudzające oraz głodówki.
Sedno sprawy?
Przy dolegliwościach, które opisuję, sprawdza się następujący sposób odżywiania:

rano nie należy

jeść śniadań, a pić powinno się jedynie wodę lub napoje niskosłodzone

(zawierające niewiele substancji odżywczych). Ja np. piję tylko

słodzoną cukrem kawę zbożową z mlekiem

obiadu nie należy

jeść wcześniej niż po godz. 13

kolację należy

spożywać najpóźniej do godz. 18 ÷ 19

Uwaga! Nawet małe posiłki przed południem skutecznie zniweczą osiągnięcie pożądanych efektów.

dla zapewnienia lepszego

komfortu można co kilka dni (np. w niedziele i święta) jeść śniadanie

normalnie.

 Samopoczucie zdecydowanie poprawi się już po kilkunastu dniach. Po kilku dniach wasz układ pokarmowy przystosuje się do nowego sposobu odżywiania. Na początku mogą wystąpić dolegliwości związane z niejedzeniem śniadań (głód), ale z czasem na pewno ustąpią. Nasz organizm poradzi sobie z brakiem pokarmu przed południem, przecież ma on zapasy w postaci tkanki tłuszczowej, którą zgromadził między innymi na taką okoliczność. Dajmy szansę swojemu organizmowi, aby mógł z niej się odżywiać, a wtedy na pewno stracimy na wadze. Nadwaga będzie się systematycznie zmniejszać.
Przede wszystkim – brak śniadań.
Innym lansowanym według mnie nieporozumieniem jest zalecenie osobom z nadwagą jedzenia obfitych śniadań, średnich obiadów i małych (bądź w ogóle nie jedzenie) kolacji. Jednakże rano jest właśnie najlepszym czasem na pozbycie się tkanki tłuszczowej, bo istnieje wtedy duże zapotrzebowanie na pokarm.
Dodatkowo, co jest bardzo istotne, w porze rannej przedłużamy czas na oczyszczanie organizmu ze zbędnych i szkodliwych substancji, co powoduje zdecydowaną poprawę samopoczucia, ustępowanie innych dolegliwości (po prostu nowe życie!).
Zgodnie z wypracowaną przeze mnie praktyką, obiady można jeść dopiero po godzinie 13. Do kolacji można dojadać smaczne potrawy i desery oraz „zaoszczędzone" śniadanie. Dodatkowo można jeść normalne kolacje, jednak nie później niż do godziny 18. ÷ 19.
Podsumowanie i wnioski
Uważam, że przedstawione przeze mnie zalecenia, są najmniej uciążliwą metodą odchudzania i samooczyszczania. Często okres niejedzenia przypada w czasie pracy zawodowej, co dodatkowo powoduje, że zapomina się o głodzie. Po pierwszych objawach poprawy z reguły nie wraca się już do jedzenia śniadań. Pierwsze efekty dodatkowo zachęcają do kontynuowania.
Waga ciała powinna systematycznie spadać średnio 2 kg miesięcznie i ustabilizować się na poziomie normy dla danego wzrostu. Zatem okres odchudzania trwać może często kilkanaście miesięcy. Potem należy kontrolować wagę ciała, stosując ranne głodówki w miarę potrzeby, by nadwaga i dolegliwości nie powróciły.
Bardzo ważne! Nie stosować u dzieci. Mogą być przeciwwskazania w stosowaniu rannych głodówek spowodowane schorzeniami układu pokarmowego. Przed zastosowaniem rannych głodówek należy skonsultować się z lekarzem by ustalić czy nie ma przeciwwskazań. O ile objawy złej pracy układu pokarmowego nie ustąpią po kilku dniach po rozpoczęciu przedpołudniowych głodówek, należy głodówki przerwać, dać się przebadać i ustalić prawdziwe przyczyny dolegliwości układu pokarmowego.

W początkowej fazie mogą wystąpić lekkie bóle głowy i lekkie bóle pod łopatkami spowodowane obniżeniem się ciśnienia tętniczego. Poprawia się działanie układu krążenia. Znaczy to, że proces przebiega prawidłowo i skutecznie. Po pewnym czasie objawy te ustąpią.
Błonnik.
Dodatkowymi czynnikami usuwania złogów złego cholesterolu i lepszej pracy układu pokarmowego, który ma duży wpływ na funkcjonowanie całego organizmu, jest spożywanie odpowiednich błonników naturalnych lub ich odpowiednich naturalnych substytutów (można je teraz bez trudu nabyć w aptekach).
Unikać stresów ponieważ są one także przyczyną schorzeń kardiologicznych.
 
 
Prawidłowa dieta.
Najbardziej poprawnym odżywianiem nie jest „mój sposób odżywiania”, lecz systematyczne odżywianie prawidłowe. Należy z umiarem jeść pokarmy z dużą ilością błonnika, owoców, warzyw i kapusty kiszonej. Ponadto wskazane są jaja, mięso gotowane oraz mleko bez konserwantów – szczególnie zsiadłe, które przywraca prawidłową florę bakteryjną w naszym organizmie. Przy tego typu odżywianiu organizmowi wystarcza czasu na pozbycie się złych substancji podczas spoczynku nocnego. Powinno się także unikać potraw pieczonych, przesłodzonych, z dużą ilością tłuszczy oraz zawierających konserwanty, które powodują niszczenie prawidłowej flory bakteryjnej, a tym samym zmniejszenie odporności na choroby. Wskazane jest spożywanie naprawdę niewielkich ilości alkoholu i nie za często.
 
Proponowana przeze mnie metoda nie jest leczeniem, lecz przywracaniem naturalnymi metodami prawidłowego funkcjonowania organizmu .Można ją stosować wyłącznie u osób dorosłych.
Nie mam wykształcenia medycznego, a do wniosków, które prezentuję, doszedłem korzystając z logicznego myślenia, obserwacji ludzi i ich problemów zdrowotnych, ogólnie dostępnej sprawdzonej wiedzy oraz na podstawie wypróbowania metody na sobie i znajomych, którzy zdecydowali się poddać się mojej metodzie odżywania. Wyniki są bardzo pozytywne. Informacje zawarte w tym tekście proszę traktować jako moją opinie na te tematy.
Ważyłem 97 kg – ważę 70 kg. Miałem nadciśnienie tętnicze, wysoki poziom cholesterolu i problemy kardiologiczne – teraz nie mam. Miałem wiele innych dolegliwości – teraz ich nie mam.
Podobne problemy zdrowotne, z którymi ja się borykałem, ma wiele osób - szczególnie mężczyzn w sile wieku. Objawia się to niestety m.in. bardzo wysoką umieralnością mężczyzn po pięćdziesiątce w porównaniu kobietami w podobnym wieku. Nasza służba zdrowia nie radzi sobie w prowadzeniu skutecznej profilaktyki.
 
                                                            napisał

 Zdzisław

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: twoje osobiste okno na świat      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
21 kwietnia 2007

Bezsennosc

Wstalam z lozka Hurra!! Dzis znow jestem nie do zycia, co robic?? Od kad biore leki nie moge pisac ksiazki :( Co wlasciwie uwielbiam robic Mam nadzieje ze wkrotce mi przejdzie. Trzymac kciuki

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: Lina      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
12 kwietnia 2007

Spacer

Czy zostać w łózku na cały dzień?
Zastanawiałam sie przed wyjściem do pracy.

Moje mysli krążyły, ale nie było to złowieszcze - dopadło mnie przesilenie letnie:)
Zrobiłam spacer po dawnych czasach, taki bilans.
Nawet sie nie zmęczyłam. Spacer trwał kilka minut, ale był tak odczuwalny. Poczułam siły witalne, kolory wiosny i nadal czuję tak pięknie.
Planuję piknik na majówkę z dawną koleżanką.Wiosna,wiosna,wiosna:)
Chcę kupić rower :)

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: Xerxes      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
15 marca 2007

bez tytułu

                                   Serce i zmysly
Sam z soba w myslach rozmawiam,
ujrzanych znajomych gestem pozdrawiam.
Cos w duszy hucz, cos w duszy strzela.
To to ze nie mam juz przyjaciela.

To takie uczucie jak czlowiek wolno plynie
nie widzi ludzi nie widzi ntez plazy
i czeka az ta smutna mysl w sercu minie
Wtedy ujrzy to o czym marzy

Przez plonacy kres ludzi i ich wyobrazen
powraca do roznych chwil i zdarzen
I widzi zycia cale obrazy
slyszy slowa bez skazy
Wciaz o to sie potyka i nad tym sie glowi
nie wie komu ufac - sercu czy rozumowi.

Ps
 Chetnych zapraszam do komentowania wiersza

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: anonim     POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
12 marca 2007

Sprawdzam

t

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: .      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
7 marca 2007

jest ciężko

już sam nie wiem jak walczyć z tym zmęczeniem, tak ciężko cokolwiek zrobić

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: anonim     POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
6 marca 2007

Praca

Trzy godziny ciężko pracowałam fizycznie.Zdecydowanie jest to od czasu do czasu bardzo przydatne.

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: anonim     POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
1 marca 2007

kolejny dziej

czesc zmnowu sie obudzilem dzis bez goraczki bo wczoraj mialem 38 ale dzis juz dobrze znowu nie wiem co ze soba zrbic na dwur nie wyjde ze strachu przed ludzmi dalej nie widze sensu w zyciu dzis muj 11 dzien połykania anafranilu jakos narazie bez rezeltatu nom ale zobaczymy to chwile musie potrwac pewno dzis przeleze kolejny dzien przed tv oraz troce przed komputerem marzy mi sie powrut do zdrowia i zycie wsrud ludzi tak jak dawniej no ale to nie takie proste lecze sie dopiero od miesiaca ale choruje juz 8 lat prawdopodbnie na praosta odmiane tej choroby pozdrawiam wszystkich i piszccie jak chcecie:)

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: anonim     POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
16 lutego 2007

Witam

Serdecznie witam mam na imie Artur , Krysiaczka podejrzewam że znam z sieciowych eskapat tyle tylko ze niewiem bo niki sie zmieniają.Troche jestem zawiedziony bo mi8ało być forum ale jakoś tego nie widać.I jeszcze jednoniesmuccie sie tak bardzo bo mozna z Nasza przypadłością w miare normalnie życ , tylko trzeba sie tego uczyć . Ps dwa swiaty to nic strasznego poprostu trzeba sie nie bac i przzywyknąć naprawde niczym sie nie róznimy od innych. Pozdrawiam Pursan:)
:)
:)
:)
 

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: PURSAN      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
13 lutego 2007

Szarości

Szare te dni nie potrafią mnie w żadnym stopniu uszczęśliwić.
Chciałbym móc coś zmienić, i odpocząć...

Wpis pochodzi z bloga użytkownika: Lali      POKAŻ KOMENTARZE [ 0 ]

 
 
 
 
 
 
 
 
Schizofrenia a metabolizm glukozy
Badania wskazują, iż w chorobach psychicznych, m.in. schizofrenii glukoza metabolizowana jest mało efektywnie, dotyczy to także wczesnych etapów choroby.