|
4 sierpnia 2011
Jutro jadę na kolejny krótki spływ kajakowy. To będzie pierwszy raz w tym stuleciu, gdy popłynę rzeczką, którą już płynąłem. Mianowicie płynąłem już Czarną Hańczą w 2005. Z Włodkiem płynąłem we dwójkę. Było fajnie, choć byłem wtedy jeszcze mocno zakręcony w schizofrenii i nie miałem o tej chorobie tak naprawdę zielonego pojęcia. Teraz już więcej wiem o mojej schizofrenii, a nawet śmiem powiedzieć, że w ogóle o schizofrenii, która dotyka wszystkich tych biedaków na świecie.
Więc dziś powoli staję na nogi i zaczynam zdobywać panowanie nad swym życiem. Tak, panowanie nad materią – oto podstawowe zadanie dla człowieka jako gatunku. Zauważcie, że tylko panowanie nad materią daje człowiekowi spokój, ukojenie i poczucie bezpieczeństwa.
Poczucie sensu życia to jest to, co nie daje mi spokoju od dawna. Już wiem, że ludzkość jest potwornie zawirusowana, jeśli chodzi o umysł, i mimo to, że ja już wiem, jak osobiście się odwirusować, i rzeczywiście to czynię, powoli, acz z powodzeniem i zadowalającymi rezultatami i efektem, to ciągle brakuje mi motywacji do aktywnego życia. Gdyż bez przerwy dręczy mnie pytanie przed zaczęciem czegokolwiek, po co ja właściwie mam to robić.
Ale o tym potem, jeszcze do tego wrócę.
Tymczasem jadę na spływ Czarną Hańczą. Ruszamy z Baltazarem pociągiem w piątek rano o 8.30 z Gdańska do Ełku, stamtąd do Suwałk autokarem, następnie autobusem podmiejskim do Starego Folwarku, który leży nad jeziorem Wigry. Tam spotkamy się z Włodkiem, jego żoną Emilką, jego 12-letnim synem Michałem, i z Romanem – naszym kolegą z matematycznych studiów w Warszawie. Oni przyjadą do Starego Folwarku samochodem z Warszawy, i spędzimy noc na kempingu, by rano w sobotę ruszyć w nasz trzydniowy spływ kajakowy.
Jestem już spakowany od wczoraj, bo mieliśmy już dziś wyjechać, ale Romanowi coś wypadło, i opóźnił wyjazd o jeden dzień. On podobno ma dużo kasy (podobno handluje starociami), i żona mu kazała wyłożyć podwórko przed domem jakimiś ozdobnymi kamieniami. Musi chłopak jeszcze dzisiaj doglądać roboty, i dopiero jutro żona go puści. Ta jego żona jest dentystką, i chyba trzyma Romana dosyć krótko. Biedny chłopak. Tak to jest, jak się człowiek zwiąże z dominującą kobietą. Ja się kiedyś związałem z kolei z całkowicie podległą kobietą, to znaczy ja byłem dominujący. Strasznie się na niej wyżywałem. Ona była moją pierwszą dziewczyną, ale ja nie byłem jej pierwszym chłopakiem. Nie mogłem jej tego darować. Przez to nijak nie mogłem jej pokochać. Cały czas czułem na jej ciele tego jej pierwszego gościa. Brrr, to było straszne. Do dziś czasem mi się śni, co wtedy przeżywałem. Więc nie mogłem jej pokochać, ale też nie mogłem od niej odejść, bo… się bałem zostać sam. Więc byliśmy tak razem 8 lat. Aż wreszcie się wkurzyła, że się z nią nie ożeniłem, i mnie zostawiła. Odeszła do… tego jej pierwszego faceta. Potem on do mnie dzwonił pijany w pewnej sprawie, ale tak naprawdę to czułem, że chciał usłyszeć mój głos jako pokonanego, bo chyba bardzo przeżył, gdy ja mu ją odbiłem wcześniej. I on mi tego nie mógł wtedy przed laty wybaczyć. A głupi nie wiedział, że to do niej powinien mieć pretensje, że go wtedy zostawiła, bo mnie też zrobiła w konia, bo ja o nim nic nie wiedziałem, jak ją podrywałem. Ukrywała przede mną wtedy, że z kimś właśnie jest. I zachowywała się tak, jakby nie miała wcześniej żadnych doświadczeń męsko-damskich. I tego też później nigdy nie potrafiłem zaakceptować – że zawsze kręciła i bała się mówić prawdę. To bardzo niedobra cecha. Ludzie, którzy kluczą, nie wiedzą, że tak naprawdę sobie najbardziej szkodzą. Ale to temat na inną rozmowę.
Chcę być naukowcem z prawdziwego zdarzenia. Uważam, że podstawowym celem gatunku ludzkiego jest zdobywać i porządkować wiedzę o otaczającej go przyrodzie. Mamy to w genach. Tylko wirusy w naszych głowach to zaburzają, i dlatego jesteśmy chciwi na forsę, zawistni, zazdrośni, skorzy do wojen i utarczek. Nie współdziałamy w dochodzeniu do prawdy, zachłannie strzegąc prywatnych skarbów przed wzrokiem innych ludzi. Paskudni jesteśmy, czas zadać sobie z tego w pełni sprawę.
Chcę się zainteresować kilkoma różnymi dziedzinami. Między innymi komputerami kwantowymi, biocybernetyką i sieciami neuronowymi. Moim marzeniem jest wykazać, że w sieciach neuronowych może rozwinąć się wirus, który ma zdolność do rozmnażania się i przetrwania. Bo nikt mi nie chce wierzyć (na razie), że modląc się wyhodowujemy w naszej głowie najzwyklejszego wirusa neuronowego, jak ja to nazywam.
Ponieważ zaczyna mi się układać w głowie to i tamto, więc znów czuję chęć pisania bloga. Tyle tylko, że blog powinien mieć czytelników. Tutaj nie ma tej pewności. Dlatego chcę pisać tego samego bloga w dwóch miejscach. Muszę znaleźć taką drugą stronę internetową, na której będzie widać, że ktoś czyta nasze wypociny. No ale o tym pomyślę po spływie.
Wpis pochodzi z bloga użytkownika:
Kalafior
|
|
15 grudnia 2010
20 I 2009 (wtorek)
W tych dniach pełnych obaw o przyszłość zajmowałem się sprawami odległymi... np korespondowałem z Tadziem na temat fizyki, jak zwykle sporo grałem w szachy i brydża. Zamierzam zamieścić tu fragment mojej korespondencji z Tadziem, aby przekazać obraz tego co mnie zajmowało przez ostatnich parę miesięcy. Oto dwa przykładowe maile do Tadzia ode mnie jaki wysłałem mu w ostatnim czasie:
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nieco filozoficznie
Hej Tadeusz
Kolejny rok. Święta spędziłem spokojnie, nawet nie upiłem się porządnie. Gdzieś pod skórą tkwiły wspomnienia i pamięć o osobach, z którymi wprawdzie nie byłem szczególnie blisko ale, które odegrały rolę w moim życiu. Siedzę w tej chwili w Zabielu i myślę o naszych rozmowach przez Internet, do czego wspólnie doszliśmy i co z tego wynika. Piszę ten tekst na laptopie ,a w niedzielę zamierzam przesłać go mailem pod twój adres na Tlenie.
W ostatnich swoich mailach usiłowałem nakreślić coś jakby program działania dla siebie i ewentualnie (gdybyś chciał się dołączyć) dla Ciebie zajmowania się fizyką. Wydaje mi się bowiem ,że wobec rozległości tematu i niejakiej chaotyczności i przypadkowości naszych rozważań i dyskusji przydałby się jakiś kierunek, jakiś leitmotiv w naszym wspólnym myśleniu o fizyce, czy o nauce w ogóle. Oczywiście nie wykluczam licznych dygresji, luźnych obserwacji ,pomysłów, spostrzeżeń i odstępstw od głównego toku myśli w miarę jak docierają do nas informacje , które wydają się być ciekawe bądź inspirujące. W moim przekonaniu jednak, w obecnych czasach istnieje większe niebezpieczeństwo ,że człowiek może się zagubić w skądinąd nawet ważnych czy inspirujących wiadomościach niż, że przeoczy czy nie dostrzeże jakiegoś ważnego szczegółu. Inaczej mówiąc wolę narazić się na miano ignoranta niż błąkać się bez drogowskazu po bezdrożach licznych odkryć, idei pomysłów, teorii i koncepcji. Tradycyjny probierz przydatności jakiegoś pomysłu czy weryfikacji teorii, a więc zgodność z doświadczeniem czy uniwersalność jego zastosowania zaczyna być kwestionowany i lekceważony na rzecz nieograniczonej "twórczości" z udziałem obliczeń numerycznych, które wycinkowo dają jakieś wyjaśnienia bądź przewidywania natomiast nie mają ambicji wypracowania spójnego światopoglądu na temat świata fizycznego.
Zadanie ,które postawiłem przed sobą (a także być może przed Tobą) jest z pewnością zbyt ambitne i prawdopodobnie dla nas nieosiągalne, ale jako pewien program rozwoju osobistego i jako doping dla dalszego zajmowania się fizyką, a także jako pewien kompas we świecie idei i koncepcji fizykalnych może być przydatne i może mięć pewne znaczenie tym bardziej ,że starałem się je możliwe jak najbardziej ukonkretnić i sprecyzować. Przypominam ,ze chodziło mi o próbę sformułowania zasady fizycznej równie fundamentalnej i uniwersalnej jak zasada względności lub zasada nieoznaczoności. Ambicją moją było "pogodzenie" lub uogólnienie obu tych zasad będących podstawami dla fizyki współczesnej. Wydaje się, na obecnym etapie mojego doświadczenia, że zasada ta powinna dotyczyć pojęcia informacji lub przyczynowości ( z czym i Ty się chyba zgadzasz).Nie chodzi mi wcale o proste kopiowanie innych zasad np. zasady zachowania energii w odniesieniu do informacji , lecz raczej o wydobycie takich aspektów z pojęć "informacja" i "przyczynowość" o, których jeszcze być może nikt nie pomyślał. Wymagałoby to poszukiwań w literaturze i Internecie różnych koncepcji tych pojęć wśród przyrodników (i być może filozofów), ale przede wszystkim własnych oryginalnych przemyśleń, przykładów i prób ich zastosowania do jakichś układów fizycznych (również z zastosowaniem jakiejś matematyki dla wypracowania ilościowych przewidywań).
Na marginesie chciałem zauważyć ,że pojęcie "informacji" jest w naturalny sposób związane nie tyle z energią i jej zasadą zachowania , co z drugą zasadą termodynamiki i pojęciem wzrostu entropii przez wspólny dla nich mianownik, czyli "prawdopodobieństwo zaistnienia określonego stanu fizycznego". Mam nawet wrażenie, że zasadę wzrostu entropii można by równoważnie sformułować jako zasadę zmniejszania się informacji zawartej w jakimś układzie fizycznym. Od razu jednak muszę zaznaczyć ,ze wcale nie o to mi chodzi. Chodzi mi ,aby przez wnikliwe studiowanie (przy pomocy dostępnych środków) pewnych aspektów pojęcia informacji ( nie wykluczając jej przedefiniowania) tak ją uogólnić, aby było przy jej pomocy możliwe sformułowanie zasady z, której wynikałaby zarówno zasada nieoznaczoności, jak i zasada względności ( to na razie bardzo niejasny pomysł i raczej "program" czy postulat ,a nie gotowy projekt). Nie wykluczam , że dla takiej syntezy konieczne być może posłużenie się innymi pojęciami np. "przyczynowością".
Od razu muszę zaznaczyć, że ostatnie wydarzenia w moim życiu odciągnęły mnie (nie wiem na jak długo, być może na zawsze) od tego mojego projektu. Nie wiem czy będę dysponował w najbliższym czasie dostatecznym dostępem do Internetu, aby dostatecznie pogłębić moje rozumienie tych zagadnień. Doskwiera mi również brak odpowiedniej literatury oraz możliwości przedyskutowania w szerszym gronie pojęć "informacja" ,czy "przyczynowość" (po za Tobą nie znam nikogo, kto choćby trochę interesował się nimi na odpowiednim stopniu ogólności).
Obecnie sporo czasu przebywam na wsi w towarzystwie mojego "przyszywanego" teścia., który jest oryginałem i nie wierzy w teorię Kopernika (podejrzewam ,że nie dopuszcza nawet możliwości ,ze Ziemia jest kulista).Marzena zamierza w najbliższym czasie przeprowadzić remont domu w Zabielu (dach, centralne ogrzewanie, łazienka, kanalizacja i ocieplenie oraz być może zrobienie dwóch dodatkowych pokoików na poddaszu), tak abyśmy mogli wraz z najmłodszym synem za parę lat przeprowadzić się tutaj oddając mieszkanie w Radzyniu ,któremuś ze starszych synów. Ja specjalnie nie protestuję przeciwko tym planom uznając je za racjonalne. Stawiam jedynie warunek, że należy postarać się o zainstalowanie jakiegoś Internetu i ewentualnie jakiegoś mechanicznego środka lokomocji np. skutera, aby być bliżej miasta.
________________________________________________________
Szachy
Hej Tadeusz
Poczułem się poniekąd zniewolony do napisania Ci odpowiedzi na Twoją "odpowiedź" głównie dlatego, że nie mam nic lepszego do roboty. Moje konkretne pomysły dotyczące pojęcia "informacji", które mogłyby być przydatne do sformułowania "super-zasady" są jeszcze w powijakach i muszę nad nimi jeszcze popracować i to i owo gruntownie przemyśleć. Moje myśli ukierunkowują się na jak najbardziej ogólne, ale matematyczne opisywanie sytuacji, którą roboczo nazywam "Grą".
Spróbuję na przykładzie szachów pokazać Ci o co mi mniej więcej chodzi. Człowiek (ale także komputer) grający w szachy staje co chwila (jeśli wypada na niego kolejne posunięcie) przed koniecznością wyboru określonego ruchu zgodnego z regułami gry. Człowiek podobnie jak maszyna może np. w sposób losowy ze zbioru wszystkich możliwych posunięć wybrać jedno (napisałem nawet kiedyś taki program komputerowy w Delphi). Oczywiście taka "gra" jest grą idioty i nawet nie zasługuje na to miano gdyż taki "gracz" zawsze przegra z przeciwnikiem, który choć trochę zachowuje się "racjonalnie" i odrzuca z jakichś powodów "złe" posunięcia.
Łatwo sobie wyobrazić również Gracza (komputer ,albo Pana Boga), który zawsze gra idealnie, tzn w danej sytuacji wybiera ze zbioru posunięć ruch najlepszy (lub ściśle mówiąc jeden spośród ruchów najlepszych) .Posunięcia , które stoją przed graczem można bowiem podzielić na dwie zasadnicze grupy: jedna to "ruchy najlepsze", które nie zmieniają oceny sytuacji np. gdy pozycja jest oceniana (przez superkomputer lub Pana Boga czyli "super-gracza") jako remisowa lub wygrana dla białych, to po wykonaniu jednego z tych posunięć ocena sytuacji się nie zmieni. Druga grupa posunięć to posunięcia "błędne" po wykonaniu takiego posunięcia ocena pozycji zmienia się z wygranej na remisową, z remisowej na przegraną lub nawet z wygranej na przegraną.
Jest oczywiście jeszcze trzecia grupa posunięć czyli "posunięcia bez znaczenia" gdy twoja sytuacja jest przegrana , a przeciwnikiem jest "super-gracz". Zwróć uwagę ,że taki podział na "ruchy najlepsze" i "ruchy błędne" jest bardzo ogólny i można go odnieść (jeśli ktoś np. nie lubi szachów) do każdej gry strategicznej , w której posunięcia wykonuje się na przemian np. do warcabów, czy do gry "w kółko i krzyżyk" ,czy do gry zwanej "ewolucją" , gdzie graczem są geny, a każde posunięcie to osobnik ukształtowany w oparciu o instrukcje zawarte w genach..
Niezwykle istotne jest to ,ze wśród "reguł gry" znajdują się takie, ze jedna ze stron grających uznaje daną sytuację za pożądaną i określa ja mianem wygranej ( np mat w szachach lub ustawienie trzech krzyżyków w rzędzie w grze w kółko i krzyżyk ,czy też możliwość dalszej replikacji w grze zwanej "ewolucją") Niezmiernie ważną jest również "ocena pozycji', która ze zbioru wszystkich możliwych ruchów pozwala wybrać te ,choćby subiektywnie najlepsze ruchy. Wynik gry zależy właśnie najbardziej od obiektywności "oceny pozycji", Według mojej terminologii obiektywnie oceniać pozycję potrafi jedynie postulowany przeze mnie "super-gracz".
.Oczywiście w tych najbardziej ogólnych rozważaniach należy brać pod uwagę zjawisko "losowości'", gdzie wybór optymalnego posunięcia może zależeć od losowego rozkładu elementów pozycji , tak dzieje się np. w Brydżu lub w "ewolucji" gdzie zakładamy, że "super-gracz" nie ma całkowitej wiedzy o wszystkich elementach "pozycji' , jednak również w tym przypadku jest możliwe w zasadzie odróżnienie ruchów "racjonalnych" czyli' "najlepszych", od ruchów "błędnych".
W świetle powyższej analizy chcę przejść do Fizyki, czy ogólniej Nauki, która. jawi mi się jako gra Człowieka z Naturą , w której zasady, cele gry nie są do końca określone ( tu jakby analogia do szachów zawodzi).Poszczególni ludzie w swym indywidualnym istnieniu prowadzą szereg "gier" o różnych regułach i celach jak np. gry ekonomiczne, gry polityczne. gra w, której wszyscy musimy brać udział , czyli gra w biologiczną ewolucję itd. Możemy sobie z resztą wymyślić praktycznie nieskończoną ilość gier o różnych zasadach i celach, które możemy prowadzić na poziomie indywidualnym. Najbardziej typowe to hedonizm , czy wygoda życiowa , których celem jest uzyskanie możliwego maksimum zadowolenia przy minimum cierpienia i kosztów psychicznych, ale możliwe są tez inne cele np. zapisanie się w historii, albo wyprodukowanie "dzieł nieśmiertelnych" np. w dziedzinie sztuki lub nauki, można tez wymienić jako jedno z najbardziej typowych "zbawienie duszy" czy inne cele religijne.
Wróćmy jednak do Nauki jako jednej z podstawowych "gier" jaką prowadzi człowiek zarówno w aspekcie indywidualnym jak i gatunkowym. Muszę od razu zauważyć , że moja metafora szachów tu nieco się chwieje, gdyż nie znane nam są zarówno '"zasady tej gry' jak i "cele tej gry". Jedną z odpowiedzi na ten problem na jaką zdobyła sie współczesna nauka jest pojęcie ewolucji. Byłaby to podstawowa "gra", przegrana w której zakończyłaby wszystkie inne "gry" i cele jakie stawia sobie Człowiek.
Istotnie przegrana dinozaurów oznaczała równocześnie zakończenie wszystkich "gier" jednostkowych , wszystkich pojedynczych losów osobniczych i stanowiła koniec dla każdego osobnika z rodzaju dinozaurów. Oczywiście nie stanowiło to końca "gry w ewolucję" .Geny (w tym niektóre z genów dinozaurów) przetrwały i powielały sie nadal zgodnie z zasadami tej gry i zgodnie z celem, którym jest "egoistyczne samo-powielenie" tak obrazowo opisane np. przez Dawkinsa.
Istnieje jednak zasadnicza różnica między dinozaurami a Człowiekiem. Człowiek w pewnym momencie uświadomił sobie istnienie ewolucji. poznał wiele z zasad i reguł tej gry oraz jej cel czyli "wygraną" w postaci przetrwania i powielania się w jak największej ilości i w jak najdłuższym okresie czasu genów. Nie wiadomo wcale ,czy ta świadomość jet atutem i daje jakąkolwiek przewagę w grze, może być bowiem tak, że posunięcia człowieka "są bez znaczenia" , gdyż z punktu widzenia "Super-gracza" być może Człowiek jako gatunek i tak znalazł się w pozycji przegranej. Tym nie mniej wydaje się, ze jest istotną różnicą możliwość (choćby potencjalna) odrzucania ruchów "błędnych" wiodących ku niechybnej zagładzie, a wykonywanie jedynie "ruchów najlepszych" przynajmniej w miarę coraz lepszego i dokładniejszego poznawania "reguł gry".
Inaczej mówiąc dinozaury były jedynie bezwolnymi pionkami przesuwanymi na szachownicy ewolucji, natomiast Człowiek gra jakby w "żywe szachy" pełniąc jednocześnie rolę bierek na szachownicy, ale mając również wpływ (poprzez swoich przedstawicieli) na przebieg samej gry i kolejne posunięcia...
Po tych dość ogólnych uwagach zamierzam przejść do zaprezentowania Ci mojego konkretnego "pomysłu' ,którego celem jest pogodzenie zasad Mechaniki Kwantowej i Teorii Względności .Będę rozważał sytuację o wiele prostszą niż ta, która występuje w realnej nauce, ale będę się starał prowadzić rozważania na tak dużym stopniu ogólności, aby wnioski jakie wyciągnę mogły odnosić się również do nauki
.Na początek chcę przedstawić Ci pewien ogromnie uproszczony model sytuacji jaka panuje w Fizyce.Za przykład posłużą mi szachy (ale może to być dowolnie inna gra strategiczna np. warcaby, lub GO).Otóż z jednej strony moglibyśmy to co dzieje się na szachownicy, zakładając istnienie pewnych reguł dotyczących ruchów bierek, jako zapis pewnej historii , która się odbyła (lub musi się odbyć). Ten zapis byłby pewną funkcją współrzędnych przestrzennych poszczególnych bierek czyli (dla szachów) par liczb mieszczących się w zbiorze liczb naturalnych od 1 do 8 oraz czasu, dla szachów byłby to numer kolejnego posunięcia..
Sytuacja byłaby więc analogiczna do sposobu opisu historii cząstek w Teorii Względności .Podstawowym narzędziem matematycznego opisu byłaby funkcja przestrzeni i czasu a cała "historia" byłaby ściśle zdeterminowana, tak jak zapis partii , która się odbyła lub która jest dla nas instrukcją jak przesuwać kolejno bierki na szachownicy.
Z drugiej strony sytuację na szachownicy moglibyśmy opisywać, tak jak czyni to Mechanika Kwantowa. Podstawowym narzędziem opisu byłaby już nie funkcja, ale operator działający. na funkcję falową zależną od współrzędnych przestrzeni i czasu. Położenie bierek nie byłoby już ściśle określone, a np czarny skoczek mógłby w trzecim ruchu znajdować się na polu F6 z prawdopodobieństwem 0.75 lub na polu G8 z prawdopodobieństwem 0.25.Istniałyby oczywiście nadal reguły gry, a wśród nich np. dodatkowa reguła (coś w rodzaju zakazu Pauliego),że w danym ruchu ,na danym polu nie może znajdować się więcej niż jedna figura.
.Nie istniałaby już jedna ściśle zdeterminowana "historia" czyli zapis przebiegu parti,ale istniałby szereg (bardzo dużo) zapisów alternatywnych partii możliwych do rozegrania, z których (jakby w czasie rzeczywistym ) realizowałby się jeden konkretny ruch.
W tym miejscu należy zauważyć ,że zarówno w sytuacji pierwszej jak i drugiej nie ma miejsca na pojęcie prawdziwej Gry. W pierwszym przypadku jest to właściwie ściśle zdeterminowana sekwencja posunięć, w drugim ruchy realizują się (materializują, lub aktualizują) zgodnie z regułami prawdopodobieństwa, a więc (jakby wbrew Einsteinowi) Bóg jednak "gra w kości".
Mój pomysł polega na tym, ażeby wbrew tym dwóm wykluczającym się nawzajem opisom partii szachowej, uznać sytuację prawdziwej Gry za realną. Od strony matematycznej oznaczałoby to poszukiwania matematycznego bytu, który o ile wiem jeszcze nie istnieje i należałoby go wymyślić..
Roboczo taki byt nazwałbym Operandem, który nie byłby ani funkcją ani operatorem , ale czymś pośrednim pomiędzy nimi. Operand taki miałby tę własność, że w jednej granicy, jakiegoś parametru (ale nie mogłaby to być ani prędkość światła ani stała Planca) przechodziłby w zwykłą funkcję, w innej przechodziłby w zwykły operator.
Gdyby udało mi się w matematyczny sposób opisać sytuację gry w szachy,. przy pomocy takiego Operandu, to miałbym nadzieję na uogólnienie tego pojęcia i próbę budowy opisu fizycznego w oparciu o takie operandy. Ogólna zasada, której poszukuję miałaby matematyczny wyraz przez odwołanie się do tego nowego pojęcia podobnie jak wyrazem Zasady Względności są funkcje zachowujące się w określony sposób przy transformacjach przestrzeni i czasu, a wyrazem matematycznym Zasady Nieoznaczoności są niekomutujące ze sobą operatory pewnych wielkości fizycznych.
Przyszło mi do głowy ,ze pojęcie "Gry' jest dużo bogatsze od tego zaprezentowanego na początku maila. Sytuacja , że naprzeciwko siebie siadają dwaj "przeciwnicy' ktorzy mają sprzeczne nawzajem cele "pokonać rywala", nie jest jedyną możliwą .Możemy np. umówić się , że naszym wspólnym celem jest powiedzmy rozegranie możliwie najdłuższej zgodnej z regułami gry partii, albo doprowadzenie do pewnej z góry upatrzonej pozycji w jak najmniejszej liczbie ruchów. W szachach istnieje właściwe nieograniczona ilość takich celów jakie możemy stawiać przed sobą i jest to chyba najbardziej charakterystyczna cecha każdej sytuacji jaką możemy określić mianem "Gry".
Odbiegłem na chwilę od tematu jakim jest dla mnie niewątpliwie określenie jakie warunki powinien spełniać "operand" i co jest potrzebne dla jego zdefiniowania oraz stworzenia reguł matematycznych potrzebnych do efektywnego posługiwania się tym pojęciem. Na obecnym etapie moich rozważań postuluję aby operand zależał od dwóch niezależnych argumentów, z jednej strony od współrzędnych przestrzennych i czasowych (tak ,aby w granicy stać się funkcją) z drugiej strony od funkcji falowej tak, aby w granicy (na przeciwnym biegunie) przechodzić w operator działający na tej funkcji falowej.
Koniecznym jest zdefiniowanie parametru od, którego wartości zależałoby. czy dany operand opisuje sytuację zdeterminowaną ( a więc rodem z teorii Względności) czy sytuację "rzutu kostką" (sytuacje opisywaną przez Mechanikę Kwantową) czy tez sytuację pośrednią, a więc sytuację "Gry".
Kandydatem na taki parametr byłaby "złożoność układu" co sugerowałeś zastanawiając się nad problemem świadomości. Problem polega na tym ,że złożoność układu niezwykle trudno ująć matematycznie, wiemy np. że niezwykle złożone układy ( z punktu widzenia wszystkich parametrów szczegółowych je opisujących) jak np. ciecze, czy gazy zachowują się najczęściej makroskopowo w sposób deterministyczny i nie bardzo wiadomo co przyjąć za kryterium "prawdziwej złożoności".
.Lepszym kandydatem (matematycznie dobrze zdefiniowanym) wydaje się być Informacja .W przypadkach ściśle zdeterminowanych (jak Teoria Względności) Informacja przyjmuje wartość nieskończoność albo 0 ( dany stan zajdzie na pewno, albo nie zajdzie w ogóle) w sytuacji Mechaniki Kwantowej Informacja przybiera skończoną wartość (ściśle określoną będącą logarytmem przy podstawie dwóch z odwrotności prawdopodobieństwa zaistnienia danego stanu kwantowego)..
Problemem staje się określenie ilości Informacji dla sytuacji "Gry".. Intuicyjnie rzecz biorąc sytuacja "Gry" powinna być jak najbardziej związana z pojęciem informacji .Zmuszeni jesteśmy przyjąć , że w tej sytuacji (Gry), albo ilość informacji jest nieokreślona (co jest bardzo kłopotliwe matematycznie) albo , że jest ujemna.
Pozostawiam sobie na najbliższy czas rozważenie co oznaczałaby taka "ujemna informacja" (ze standardowego matematycznie punktu widzenia jest to niemożliwe, gdyż logarytm przy podstawie 2 nigdy nie może być ujemny).Możliwe, że takie uogólnienie pojęcia informacji okaże się bardzo owocne.
Zmęczyłem się nieco, jeśli miałbym kroczyć drogą powyższego rozumowania czekałoby mnie jeszcze ogromnie dużo pracy np. wymyślenie całego nowego formalizmu dla "Operandów" i ewentualne wprowadzenie ich na drodze aksjomatycznej, opracowanie zasad przechodzenia od Teorii Względności do Mechaniki Kwantowej poprzez sytuację "Gry" oraz wreszcie sformułowanie zasady fizycznej , która zawierałaby w sobie zarówno Zasadę Względności jak i Zasadę Nieoznaczoności w oparciu o matematykę Operandów, której jeszcze na razie nie ma..
Na razie zamierzam trochę odpocząć od tych spraw, trochę pograć w brydża , trochę w szachy, może coś poczytać , a idee które próbowałem ci opisać na pewno będą jeszcze do mnie wielokrotnie wracały i nie dadzą mi spokoju.
Darek
---------------------------------------------------------------------------
Takie były w owym czasie me myśli i to przezywałem, oprócz szeregu innych myśli i zdarzeń ....
2010 V 14 (piątek)
Jest to dalszy ciąg „Mojego dziennika niecodziennego”. Pisałem go na swoim laptopie i w innych miejscach. Postradałem rok (2009) tych zapisków wskutek własnej głupoty i innych pewnych okoliczności , które oddziałały na mnie zbyt mocno. Mam jeszcze pewne minimalne szanse odzyskania tych danych.. Mimo wszystko kontynuuję. Nie wiem po co ?
Zaszło wiele wydarzeń we świecie, w Polsce, które na mnie również pewien wpływ wywarły. Mam sporo refleksji, przemyśleń, hipotez, interpretacji z którymi trudno mi się podzielić z otoczeniem z tego względu, że każdy dialog , każda dyskusja jest permanentnie i stale zakłócana przez różnorakie czynniki. Nie sposób po prostu żadnej myśli, żadnego poglądu, żadnego wywodu doprowadzić nawet do tego momentu w którym może mieć on jakiś sens. W praktyce jeżeli tylko zaczynasz coś mówić, budować jakiś wywód, czegoś dowodzić to zawsze zostanie ci on przerwany pod pozorem , że twój rozmówca zna ciąg dalszy , przeważnie twoja myśl zostaje tak zniekształcona i skarykaturyzowana i spłycona , że twój partner w rozmowie (czasami przeciwnik) z tryumfem rozprawia się z nią, albo po prostu manifestuje on „swoje” stanowisko jako ważniejsze, zupełnie nie dbając o argumentacje albo nie zauważając , że to co wygłasza jest banałem, truizmem albo nic nie znaczącym ogólnikiem. Zupełnie zanikła w rozmowach sztuka wysłuchania swego partnera, próba zrozumienia jego stanowiska, a dopiero potem ustosunkowania się do tego. Argumentacji na rzecz takiej albo przeciwnej tezy. Jasne, że ktoś kto próbuje w taki staroświecki sposób prowadzić rozmowę , a zwłaszcza spór, stoi na z góry straconej pozycji zostanie bowiem zagadany albo wytrącony z wątku albo zbyty kretyńskim dowcipem lub pseudo-żartem i przeważnie musi zamilknąć i poddać się w bezsilnym przeświadczaniu, że głupota jednak jest niezwyciężona i jedyne co nam pozostaje (jeśli sami nie chcemy prowadzić rozmowy na takim poziomie) to dać za wygraną i po prostu zakończyć cała sprawę odwracając się na pięcie i zająć się czymś innym. Jasne , że odpowiedzialna za taki stan rzeczy jest telewizja która żywi się głupotą, pustotą, jałowością, banałem, truizmem, małostką itd. Telewizja dostarcza wzorów i modeli zachowania dla olbrzymich mas ludzkich nie tylko podsuwając pewne tematy do rozmów lub (i co jest równie ważne) przeciwnie unikając jak ognia innych, ale także propaguje i rozpowszechnia pewne formy zachowania się w dyskusji lub rozmowie, które zgodnie z naturą telewizji muszą być płaskie, powierzchowne, płytkie, trywialne i jak najgłupsze oraz jak najbardziej pretensjonalne. Jasne jest ,że ja również musiałem nieraz mniej lub bardziej świadomie stosować takie metody lub dostosowywać się do takich form.
Na swoje usprawiedliwienie mogę jedynie dodać, że przeważnie (choćby post factum) zdawałem sobie z tego sprawę i nawet potrafię się tego wstydzić.
2010-05-19 (środa)
W tych czasach niepewnych jak zawsze wydalam z siebie toksyny …
Nerki duszy mojej są przeciążone.
Ty losie mój i przypadku.
Ty Historio, która zapisujesz się na twardym dysku Pana Boga...
Jesteś czasem bardziej nieprzewidywalna i szalona niż partia szachów rozgrywana przez Super-wariata..
Bóg czy Szatan rozgrywa tą partię ?
Jeśli to Gra Boga z Szatanem i jeśli wynik nie jest z góry znany to Bóg nie jest wszechmocny.
Wynik musi być otwarty..
I skąd się wzięła ta siatka pojęć Bóg-Szatan?
Może Gra toczy się i przebiega zupełnie inaczej ?
Któż to wie ?
Nie mogę jednak obyć się bez pojęć, bez znaczeń..
Moje Ja domaga się nazywania.
Domaga się porządkowania,.
Domaga się sensu tam gdzie sens być może nie istnieje.
Pogodzić się z brakiem sensu ?
„Jeśli Boga nawet nie ma to dobrze się stało, że Człowiek go wymyślił”
Jeśli Sensu nawet nie ma to chyba dobrze się dzieje, że Człowiek
takie Sensy nadaje wszystkiemu.
Pojęcia Bóg, Ludzkość, Naród, Nauka, Rodzina nadają sensy pewnym działaniom.
Generują pewne Gry, w których ja również uczestniczę i od których uchylić się nie mogę..
Ale nie umiem odpowiedzieć na pytanie:
Która z pośród gier jest najważniejsza ?
Odpowiedź byłaby zupełnie apodyktyczna i nieszczera.
Tedy grywam w Szachy, grywam w Brydża, grywam w Ateistę, grywam w Polaka, grywam w Ojca i Męża , niektóre Gry omijając i unikając ich, o ile nie zostanę przymuszony Sytuacją do wzięcia w tym udziału.
Nie gram w Kobieciarza, nie gram w Biznesmena, nie gram w Artystę.
Omijam, siłą rzeczy, setki gier i sensów na tyle na ile mogę ich uniknąć.
Co ? Że jest jeden sens najważniejszy, że jest coś co nie jest Grą, że jest coś więcej, że marnuję czas nie poświęcając się Jednemu ?
Odpowiem Ci tak:
Jeśli jesteś przekonany ,że gotów jesteś oddać własne życie na rzecz tego Jednego, to zważ także ,że jesteś gotów odebrać komuś życie za to , że jest zwolennikiem Innego.
Nie jest również wykluczone, że Ja także mogę stanąć u Twego boku w Godzinie Próby (albo przeciwnie po drugiej stronie) i narazić swoją egzystencję na szwank.
Ja jednak zawsze uczynię to z najwyższą niechęcią ,świadom tego, że w dużym stopniu o wszystkim decyduje często przypadek , ślepy los, a sens ofiary z własnego życia jest zawsze przeinaczana, przekręcana i zniekształcana przez Historię.
Odpowiesz może : To relatywizm, nihilizm, amoralność.
A ja Ci być może odpowiem to fanatyzm, okrucieństwo ,despotyzm brak tolerancji albo może hipokryzja..
Moja etyka polega jedynie na tym ,że zgodnie ze swoim wewnętrznym głosem i charakterem wolę być posądzanym o relatywizm lub nawet nihilizm niż uchodzić za fanatyka i despotę.
Nie chcę również być nieszczerym i okłamywać sam siebie. To dla mnie jedyna Etyka na jaką mnie stać.
.
Ale nade wszystko racz wziąć pod uwagę morał, który zawiera się w pewnej historyjce, która wydarzyła się w pewnym małym miasteczku, gdzieś pośród setek innych małych miasteczek w naszym kraju. Sens tej opowiastki najlepiej i najdokładniej opisuje moje stanowisko i mój pogląd na sprawy ostateczne, na metafizykę i filozofię życia w ogóle. Oto ona::
Pewna Zosia, już nie-młoda
co robiła wszystkim loda
poszła sobie do apteki
by wykupić jakieś leki.
Trzy kondomy potrzebuje.
Pyta, ile to kosztuje ?
Pan magister
chłop niewielki
już zaczyna ściągać szelki
i o loda Zosię prosi.
gratis da kondomy Zosi.
4 VIII 2010 (środa)
Wyobraźmy sobie następującą sytuację: Dwóch szachistów rozgrywa partię szachów w kawiarni. Partię tę obserwuje dwóch kibiców. Jeden jest szachistą i sporo rozumie z tego co dzieje się na szachownicy, a drugi nawet nie zna reguł gry.. Jeden z szachistów, nieświadomy niczego po prostu gra w szachy i stara się wygrać, drugi choć jest znacznie lepszym szachistą ma zupełnie inny cel, on umówił się z pewnym złodziejaszkiem , że przytrzyma tego pierwszego jak najdłużej w kawiarni, aby obrabować w tym czasie jego willę.. Każdy z uczestników tej sytuacji gra jakby w zupełnie inną grę.. Kibic nie szachista po prostu obserwuje graczy, ich mimikę i zachowanie, próbuje wyciągać wnioski co do charakteru graczy na podstawie tego co widzi , analizuje (choćby podświadomie) ich wygląd, postawę sposób gry itd. Sytuacja na szachownicy jest dla niego zupełnie bez znaczenia i jest to dla niego przypadkowe i z jego punktu widzenia bezsensowne przesuwanie drewnianych figurek po czarno-białych polach szachownicy. Drugi kibic jest istotnie zaciekawiony rozgrywaną partią, analizuje warianty, ocenia poszczególne posunięcia wyciąga wnioski co do klasy i poziomu gry poszczególnych graczy. Być może sam zechce zagrać z którymś z graczy. Gracz A nazwijmy go nieświadomym jest istotnie zaangażowany w grę, ale jeśli uzna ,że przeciwnik jest dla niego za silny lub rozgrywane partie staną się dla niego z jakichś względów nieciekawe w każdej chwili gotów jest przerwać grę i udać się do domu, a wtedy istnieje spore ryzyko , że natknie się na złodziejaszka „obrabiającego” jego mieszkanie .Gracz B nazwijmy go fałszywiec wcale nie dba o wynik partii i mimo , że jest lepszym szachistą jego jedyną troską jest przytrzymanie gracza A w kawiarni i sytuacja na szachownicy ma dla niego jedynie pośrednie znaczenie, tzn. stara się nie zdradzić swoimi posunięciami, że jest istotnie lepszy od gracza A, aby go nie zniechęcić do dalszej gry, ale musi unikać również całkowicie słabej i nudnej gry z tego samego powodu..
Do czego zmierzam i co właściwie ma ilustrować opisana przeze mnie sytuacja ? Rzecz w tym , że zadałem sobie pytanie czym jest Sens, jakie są najbardziej ogólne wyznaczniki i cechy tego co nazywamy Sensem ? Czym jest działanie (czy postępowanie) sensowne a czym jego przeciwieństwo czyli zachowanie bezsensowne ? Jak bezsens ma się do przypadkowości, a jak do całkowitego zdeterminowania przyczynowo-skutkowego określonej sytuacji ?
Otóż wydaje mi się, że warunkiem koniecznym działania sensownego (celowego ?) jest występowanie sytuacji, którą ogólnie nazywam Grą, a której przeciwieństwem są sytuacje (układy ?) albo całkowicie zdeterminowane, albo przeciwnie rozwijające się w sposób całkowicie przypadkowy ( losowy ?). Jak widać z wyżej opisanej historyjki może się zdarzyć, że wiele osób (podmiotów ?) biorących udział w określonej sekwencji zdarzeń może obiektywnie tej samej sytuacji nadawać zupełnie swoiste (subiektywne ?) Sensy (znaczenia, cele ?). Bardzo chciałbym ująć rzecz matematycznie (w miarę możliwości nawet ilościowo).Chodzi mi o to, aby z pojęć Gra, Sens, Przypadkowość, Absolutne Zdeterminowanie usunąć wszelkie cechy zakłócające (przypadkowe), a pozostawić jedynie
te , które w wystarczający sposób charakteryzują te pojęcia. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zapewne w czystej postaci w realnych sytuacjach te pojęcia mają charakter względny i są wymieszane, ale mam wrażenie, że podanie ścisłych ich definicji mogłoby sporo wnieść dla zrozumienia kondycji człowieka (podmiotu) w otaczającym go świecie (przyrodzie).
Sprawa jest jednak niezmiernie trudna i zapewne próbowano to uczynić przede mną w Nauce, a zwłaszcza w Filozofii, mnie chodzi jednak o podjęcie próby podania ścisłych matematycznych definicji tych pojęć, a nawet w miarę możliwości zaksjomatyzowanie związków miedzy nimi występujących.
A jak zakończyła się historyjka w szachowej kawiarni ? Zakończeń może być mnóstwo. We wszystko może wmieszać się przypadek np. meteoryt uderzający w lokal i pozostawiający po nim jedynie olbrzymi krater albo świadome działanie osób trzecich, powiedzmy gangsterów powiązanych z mafią, mających porachunki z właścicielem kawiarenki podkładających bomby zapalające pod lokal i wywołujących groźny pożar..
Oczywiście wszystko jest względne. Z punktu widzenia jakiegoś astronoma dysponującego odpowiednimi danymi sytuacja może wyglądać na całkowicie zdeterminowaną, można sobie wyobrazić , ze on dokładnie wie co musi się wydarzyć i np. może nie mieć dostatecznej ilości czasu , by się wmieszać w to co nieuniknione. Podobnie z punktu widzenia gangsterów podkładających bomby sytuacja nie jest przypadkowa, a raczej ściśle zdeterminowana oni wiedzą co musi nastąpić w danym czasie… Widzimy więc, że największym stopniu poszczególne Gry, ich cele i sensy zleżą od tego co jest obiektywne , czyli o wiedzy (inaczej mówiąc dostatecznej ilości informacji) o całej sytuacji. Jasne jest również, że prawie nigdy nie dysponujemy dostateczną wiedzą o całości i zmuszeni jesteśmy do prowadzenia swoich Gier z pozycji bardzo subiektywnych. Jest to bardzo charakterystyczna cecha sytuacji, którą określam mianem Gry. Ujęcie tej subiektywności, a więc ocena sytuacji w oparciu o aktualną swoją wiedzę i zdefiniowanie w związku z tym sytuacji Gry dla określonego Podmiotu w sposób ścisły, a więc matematyczny wydaje mi się najważniejszym, a zarazem najbardziej trudnym zadaniem jakie przed sobą postawiłem.
9 XII 2010 (czwartek)
Mój dziennik , jakże niecodzienny. Właściwie nie-dziennik. Nie znajduję w sobie motywacji, by kontynuować to przedsięwzięcie z jakąś konsekwencją, z jakimś przekonaniem.
Wżyciu moim wydarzyło się sporo. Nie będę o tym pisał. To wszystko jakoś jest zapisane w historii mojej rodziny , w historii moich dzieci, być może w historii miasteczka Radzyń. Chcę napisać jedynie o tym co mi doskwiera, co mnie boli, co mnie rani, co nie pozwala mi funkcjonować w miarę normalnie i w miarę w miarę szczęśliwie. Nieraz myślę o samobójstwie, nawet wbrew pozornie dla mnie przychylnych wydarzeń.
Małostkowość, drobiazgowość, głupota, chamstwo i elementarna nieuczciwość niektórych ludzi, w tym i Marzeny (co dla mnie jest szczególnie istotne i bolesne) doprowadza mnie do ostrych kryzysów. , które blokują i zakłócają całą moją egzystencję, Po prostu , gdy sobie uświadomię , że istnieją świadomości tak małostkowe, tak chamskie, tak durne, które w dodatku nadają ton i rytm całemu życiu społecznemu środowiska, w którym się obracam i jeśli jeszcze uświadomię sobie , że jestem wobec tego zjawiska całkowicie bezradny i jedynie pozostaje mi dostosować się do tego poziomu to, odechciewa mi się w ogóle żyć , cała energia ulatuje ze mnie jak powietrze z przedziurawionego balonu i wtedy właśnie pojawiają się myśli o samobójstwie, jako ostatecznym rozwiązaniu całego problemu.. Ludzie dość powszechnie rozumieją cierpienie fizyczne, ból, głód, niewygodę itp. Natomiast uzyskanie zrozumienia przez innych dla mentalnych cierpień spowodowanych, niesprawiedliwością, głupotą, zachłannością i chciwością, egoizmem i chamstwem jest praktycznie niemożliwe do osiągnięcia. Jeśli akurat padłeś ofiarą nieuczciwości, niesprawiedliwości, chamstwa, głupoty i krótkowzroczności to inni wmawiają ci , żeś sam sobie winien bo powinieneś być przezorny i liczyć się z tym ,ze każdy chce cię oszukać, wykorzystać, okraść, a nawet zabić.
Nie potrafię żyć ze stałą świadomością zagrożenia, że np. w sklepie nie wydadzą ci reszty, że jeśli ktoś chce od ciebie pożyczki to świadomie nie zamierza ci nigdy oddać lub liczy, ze zapomnisz, że każdy prędzej czy później okaże się świnią i jeszcze każe się po rękach całować lub obmówi cię w swoim środowisku jeżeli zdarzyło ci się zrobić mu bezinteresowną przysługę..
Do tego , że tak właśnie wygląda życie przekonuję mnie nie tylko liczne osoby ( w tym Marzena), ale również niektóre fakty. Logika tych ludzi jest taka:.” Padłeś ofiarą chamstwa lub świństwa to sam sobie jesteś winien boś głupi”. Ciekawe jest zwłaszcza to, że większość ludzi podobnie myślących określa siebie samych, jako katolików i ludzi wierzących w Boga i jest święcie przekonana o swojej moralnej doskonałości, a nawet potrafią demonstrować swoją wyższość moralną wobec innych..
Nie do końca się zgadzam z tym , że tak właśnie wygląda świat, gdyż zdarzyło mi się jednak doznać w życiu również życzliwości, bezinteresowności ciepła oraz zrozumienia od całkiem zdawałoby się obcych ludzi. Natomiast problemem dla mnie jest to, że np.. Marzena (nie umniejszając jej zasług) wmawia mi , że każdy chciałby mnie utopić w łyżce wody , a ja jestem strasznie naiwny. Gdy tymczasem na co dzień ma ona więcej ciepła , uczucia i zrozumienia np. dla psa lub świnek morskich niż dla mnie. Oschłość , brak pozytywnych uczuć, stała walka i rywalizacja z jej strony, obok wszechobecnej głupoty, chamstwa, chciwości i zachłanności innych doprowadzają mnie do myśli samobójczych, Powodują, że nie potrafię zajmować się czymś pożytecznym lub neutralnym, a tracę czas na walkę wewnętrzną.
Wpis pochodzi z bloga użytkownika:
Bezdomny
2011-05-28 22:07:05 Użytkownik: Filibert
|
|
25 maja 2007
Przeczytałem gdzieś tym w serwisie o problemach osoby z nadwagą. Nie mogę teraz tego znaleźć,bo bym mu polecił mój sposób odżywiania.Zapewnia spadek masy ciała, poprawę samopoczucia,oczyszczanie organizmu,eliminuje wiele schorzeń i według mnie jest stosunkowo mało
Jestem osobą leczącą się na schizofrenię. Chcę podzielić się moją opinią na tematy związane z odżywianiem. Odwiedź Też moją stronę także.
pozdrawiam Zdzich
Daj szansę swojemu organizmowi
Przez kilkanaście lat zmagałem się z problemami zdrowotnymi, w tym z nadwagą. Próbowałem różnych polecanych metod „zdrowego trybu życia” i diet. Nie odnosiły pożądanych skutków. W końcu po pięćdziesiątce wziąłem sprawy w swoje ręce i wypracowałem swój własny sposób odżywania. Okazał się skuteczny!
Zapraszam do zapoznania się z moim sposobem odżywiania. Postaram się krótko wyjaśnić, na czym on polega i dlaczego według mnie jest skuteczny.
Co dał mi mój sposób odżywania?
pozbyłem się nadwagi
pozbyłem się nadmiernego
poziomu cholesterolu
pozbyłem się nadciśnienia
tętniczego
jestem bardziej sprawny
fizycznie i intelektualnie
jestem aktywny
mam dobre samopoczucie
zdecydowanie ograniczyły
się dolegliwości związane ze złą pracą układu krążenia krwi
zdecydowanie poprawiła się
praca układu pokarmowego, który ma bardzo duży wpływ na funkcjonowanie
całego organizmu
Przy tym jem do syta nawet produkty, które uchodzą za niezdrowe (słodycze, mięso, tłuszcze itp.), nie mam dyskomfortu z tytułu konieczności ograniczania ilościowego i rodzaju produktów w posiłkach, a do tego dokonałem tego w sposób naturalny, nie używając leków i środków chemicznych.
Czy to możliwe?
Brzmi to niewiarygodne, ale jest to możliwe i do tego bardzo proste!
Podstawą mojego sposobu na pozbycie wskazanych wyżej dolegliwości jest założenie, że na stan naszego zdrowia większy wpływ ma sposób odżywiania, a nie, co się zjada i w jakich ilościach.
Powrót do natury.
Człowiek jest ssakiem, który żyje setki tysięcy lat. Przez ten okres organizm człowieka był kształtowany przez środowisko naturalne, w którym funkcjonował. Do niedawna nie było mowy o tzw. chorobach cywilizacyjnych, choć trzeba przyznać, że ludzie żyli średnio nieco krócej, ale całkiem z innych powodów. Czy jednak jesteśmy w dzisiejszych czasach skazani na choroby cywilizacyjne? Wydaje mi się, że nie. Obecnie można spotkać jeszcze wiele społeczeństw nie chorujących na te schorzenia, na przykład część rodzin Cygańskich. Dlaczego?
Nadal żyją w zgodzie z naturą i tym, jak organizm człowieka przez tysiące lat się ukształtował: często jedzą raz lub dwa razy dziennie. Ponadto swoich posiłków nie przygotowują ze sterylnej, higienicznej żywność pozbawionej wszelkich "nieczystości" (m.in. bakterii, zanieczyszczeń organicznych i nieorganicznych). Tym samym lepiej pracuje ich układ odpornościowy oraz układ pokarmowy. Alergia dla nich to egzotyczna choroba. Zdecydowanie mniej chorują.
Jedzenie i czas niejedzenia.
Uważam, że największym nieporozumieniem jest obecnie zalecanie osobom z nadwagą jedzenia częstych posiłków, w małych ilościach i bez tzw. „niezdrowych” produktów. To według mnie jest niezdrowe i może pozbawiać organizm potrzebnych składników.
Okazuje się jednak, że człowiek na przestrzeni swojej ewolucji jadał rzadko, lecz do syta, to co było dostępne. Posiłek następny jadał przeważnie dopiero, gdy wygłodniał.
Organizm ludzki (i jego poszczególne komórki) odżywiają się, pobierając potrzebne elementy z pokarmu. Następnie organizm potrzebuje spoczynku. Czasem, w którym organizm powinien skutecznie wydalić substancje niepotrzebne i szkodliwe, jest sen i czas pomiędzy posiłkami. W obecnych czasach okres spoczynku jest za krótki, a ilość niepotrzebnych substancji z posiłków coraz większa. Organizm nie może się z tym uporać, bo dajemy mu za mało czasu, by usunął zbędne substancje.
Człowiek jest wyposażony przez naturę w wiele układów, w tym między innymi systemy samoregulacji oraz zwalczania schorzeń i dolegliwości.
Dajmy im szansę, by mogły robić to skutecznie!
Układy te „wiedzą”, ile dany osobnik powinien ważyć, jak wiele poszczególnych związków powinien zachować w organizmie. Pozostałe usuwa.
Musi mieć jednak odpowiednią ilość czasu.
Moje zasady odżywiania.
O ile w obecnych czasach trudno nam znaleźć czas na odpoczynek od posiłków, które są często „niezdrowe”, a tryb życia jest stresujący i sprzyja rozwojowi chorób „cywilizacyjnych”, należy przedłużać okres spoczynku organizmu (bez jedzenia). Pewną formą stosowaną od bardzo dawna i obecnie są tzw. posty uzdrawiające i odchudzające oraz głodówki.
Sedno sprawy?
Przy dolegliwościach, które opisuję, sprawdza się następujący sposób odżywiania:
rano nie należy
jeść śniadań, a pić powinno się jedynie wodę lub napoje niskosłodzone
(zawierające niewiele substancji odżywczych). Ja np. piję tylko
słodzoną cukrem kawę zbożową z mlekiem
obiadu nie należy
jeść wcześniej niż po godz. 13
kolację należy
spożywać najpóźniej do godz. 18 ÷ 19
Uwaga! Nawet małe posiłki przed południem skutecznie zniweczą osiągnięcie pożądanych efektów.
dla zapewnienia lepszego
komfortu można co kilka dni (np. w niedziele i święta) jeść śniadanie
normalnie.
Samopoczucie zdecydowanie poprawi się już po kilkunastu dniach. Po kilku dniach wasz układ pokarmowy przystosuje się do nowego sposobu odżywiania. Na początku mogą wystąpić dolegliwości związane z niejedzeniem śniadań (głód), ale z czasem na pewno ustąpią. Nasz organizm poradzi sobie z brakiem pokarmu przed południem, przecież ma on zapasy w postaci tkanki tłuszczowej, którą zgromadził między innymi na taką okoliczność. Dajmy szansę swojemu organizmowi, aby mógł z niej się odżywiać, a wtedy na pewno stracimy na wadze. Nadwaga będzie się systematycznie zmniejszać.
Przede wszystkim – brak śniadań.
Innym lansowanym według mnie nieporozumieniem jest zalecenie osobom z nadwagą jedzenia obfitych śniadań, średnich obiadów i małych (bądź w ogóle nie jedzenie) kolacji. Jednakże rano jest właśnie najlepszym czasem na pozbycie się tkanki tłuszczowej, bo istnieje wtedy duże zapotrzebowanie na pokarm.
Dodatkowo, co jest bardzo istotne, w porze rannej przedłużamy czas na oczyszczanie organizmu ze zbędnych i szkodliwych substancji, co powoduje zdecydowaną poprawę samopoczucia, ustępowanie innych dolegliwości (po prostu nowe życie!).
Zgodnie z wypracowaną przeze mnie praktyką, obiady można jeść dopiero po godzinie 13. Do kolacji można dojadać smaczne potrawy i desery oraz „zaoszczędzone" śniadanie. Dodatkowo można jeść normalne kolacje, jednak nie później niż do godziny 18. ÷ 19.
Podsumowanie i wnioski
Uważam, że przedstawione przeze mnie zalecenia, są najmniej uciążliwą metodą odchudzania i samooczyszczania. Często okres niejedzenia przypada w czasie pracy zawodowej, co dodatkowo powoduje, że zapomina się o głodzie. Po pierwszych objawach poprawy z reguły nie wraca się już do jedzenia śniadań. Pierwsze efekty dodatkowo zachęcają do kontynuowania.
Waga ciała powinna systematycznie spadać średnio 2 kg miesięcznie i ustabilizować się na poziomie normy dla danego wzrostu. Zatem okres odchudzania trwać może często kilkanaście miesięcy. Potem należy kontrolować wagę ciała, stosując ranne głodówki w miarę potrzeby, by nadwaga i dolegliwości nie powróciły.
Bardzo ważne! Nie stosować u dzieci. Mogą być przeciwwskazania w stosowaniu rannych głodówek spowodowane schorzeniami układu pokarmowego. Przed zastosowaniem rannych głodówek należy skonsultować się z lekarzem by ustalić czy nie ma przeciwwskazań. O ile objawy złej pracy układu pokarmowego nie ustąpią po kilku dniach po rozpoczęciu przedpołudniowych głodówek, należy głodówki przerwać, dać się przebadać i ustalić prawdziwe przyczyny dolegliwości układu pokarmowego.
W początkowej fazie mogą wystąpić lekkie bóle głowy i lekkie bóle pod łopatkami spowodowane obniżeniem się ciśnienia tętniczego. Poprawia się działanie układu krążenia. Znaczy to, że proces przebiega prawidłowo i skutecznie. Po pewnym czasie objawy te ustąpią.
Błonnik.
Dodatkowymi czynnikami usuwania złogów złego cholesterolu i lepszej pracy układu pokarmowego, który ma duży wpływ na funkcjonowanie całego organizmu, jest spożywanie odpowiednich błonników naturalnych lub ich odpowiednich naturalnych substytutów (można je teraz bez trudu nabyć w aptekach).
Unikać stresów ponieważ są one także przyczyną schorzeń kardiologicznych.
Prawidłowa dieta.
Najbardziej poprawnym odżywianiem nie jest „mój sposób odżywiania”, lecz systematyczne odżywianie prawidłowe. Należy z umiarem jeść pokarmy z dużą ilością błonnika, owoców, warzyw i kapusty kiszonej. Ponadto wskazane są jaja, mięso gotowane oraz mleko bez konserwantów – szczególnie zsiadłe, które przywraca prawidłową florę bakteryjną w naszym organizmie. Przy tego typu odżywianiu organizmowi wystarcza czasu na pozbycie się złych substancji podczas spoczynku nocnego. Powinno się także unikać potraw pieczonych, przesłodzonych, z dużą ilością tłuszczy oraz zawierających konserwanty, które powodują niszczenie prawidłowej flory bakteryjnej, a tym samym zmniejszenie odporności na choroby. Wskazane jest spożywanie naprawdę niewielkich ilości alkoholu i nie za często.
Proponowana przeze mnie metoda nie jest leczeniem, lecz przywracaniem naturalnymi metodami prawidłowego funkcjonowania organizmu .Można ją stosować wyłącznie u osób dorosłych.
Nie mam wykształcenia medycznego, a do wniosków, które prezentuję, doszedłem korzystając z logicznego myślenia, obserwacji ludzi i ich problemów zdrowotnych, ogólnie dostępnej sprawdzonej wiedzy oraz na podstawie wypróbowania metody na sobie i znajomych, którzy zdecydowali się poddać się mojej metodzie odżywania. Wyniki są bardzo pozytywne. Informacje zawarte w tym tekście proszę traktować jako moją opinie na te tematy.
Ważyłem 97 kg – ważę 70 kg. Miałem nadciśnienie tętnicze, wysoki poziom cholesterolu i problemy kardiologiczne – teraz nie mam. Miałem wiele innych dolegliwości – teraz ich nie mam.
Podobne problemy zdrowotne, z którymi ja się borykałem, ma wiele osób - szczególnie mężczyzn w sile wieku. Objawia się to niestety m.in. bardzo wysoką umieralnością mężczyzn po pięćdziesiątce w porównaniu kobietami w podobnym wieku. Nasza służba zdrowia nie radzi sobie w prowadzeniu skutecznej profilaktyki.
napisał
Zdzisław
Wpis pochodzi z bloga użytkownika:
twoje osobiste okno na świat
|